Kazuo Ishiguro "Okruchy dnia""

 

Umówmy się co do jednego - nie miałam absolutnie najmniejszych zastrzeżeń do książki, jak się okazało, że na okładce jest Anthony Hopkins. Nie mogę powiedzieć, żeby był to aktor, który ma same wybitne role, ale darzę go dużym sentymentem, więc jeśli występował w ekranizacji, to muszę ją obejrzeć (a ja zazwyczaj oglądanie ekranizacji zaczynam od przeczytania książki). Przy czym nie wiedziałabym ani o filmie, a tym bardziej o książce, gdyby nie lista #Top100.

Narratorem książki jest Stevens, angielski kamerdyner, który wierność wobec pracodawcy i wypełnianie obowiązków stawia ponad wszystko. Swoje dotychczasowe życie w całości podporządkował służbie u lorda Darlingtona. Po śmierci chlebodawcy nadal prowadzi jego dom. Podczas krótkiego urlopu wyrusza samochodem do Kornwalii, by namówić do powrotu dawną gospodynię pannę Kenton. Rozpamiętuje minione lata. Proces analizy jest bolesny i przypomina budzenie się z długiego snu. Drobiazgowy Stevens odkrywa, że cała jego egzystencja była w istocie jedynie namiastką prawdziwego życia i że bezpowrotnie utracił szansę na osobiste szczęście.

/Opis wydawcy/

Na tyle książek, które w ostatnim czasie przeczytałam, nie widziałam takiej, której opis zdradziłby zakończenie, a i tak warto byłoby przeczytać książkę. Serio!

Stevens jest kamerdynerem w starym angielskim domu z tradycjami. Po śmierci lorda Darlingtona, którego rodową siedzibą był dom, Darlington Hall, zostaje on sprzedany w ręce postępowego Amerykanina. Dla Stevensa oznacza to ogromną zmianę: zatrudnianie mniejszej liczby pracowników do prowadzenia domu, inne wymagania ze strony pracodawcy, a przede wszystkim wiek samego kamerdynera, który utrudnia mu realizowanie wszystkich zadań. Ale Stevensowi trudno jest się przyznać samemu przed sobą, że uchybienia z jego strony są związane z wiekiem. Kiedy otrzymuje list od dawnej gospodyni domu, traktuje to jako zachętę do złożenia jej wizyty oraz zaproponowania podjęcia ponownie pracy w Darlington Hall. Akurat nadarza się okazja, ponieważ nowy pracodawca proponuje mu kilka dni urlopu, a nawet chce mu pożyczyć swój samochód. Po początkowych wahaniach, kamerdyner wyrusza w drogę. 

Podróż jest dla niego okazją do lepszego poznania kraju, w którym się urodził, a którego uroki zna jedynie z książek napisanych przez dawną przyjaciółkę lorda Darlingtona. Po drodze Stevens z sentymentem wspomina złote czasy Darlington Hall, kiedy to gospodynią w domu była panna Kenton, kamerdyner przygotowuje się do spotkania z dawną współpracownicą i przyjaciółką. W jego narracji przewija się często motyw godności osobistej związanej z wykonywanym zawodem, który musiał zrewidować, napotykając na swojej drodze ludzi z różnych klas i różnych zawodów. 

Książka jest napisana w taki sposób, że brakuje w niej opisów stanów emocjonalnych. To po stronie czytelnika jest zajrzenie w siebie i zastanowienie się, co czuje. U mnie dominowała pustka i smutek, mimo że niejednokrotnie uśmiechnęłam się, czytając o perypetiach pracowników domu Darlington Hall. Ale książkę zakończyłam ze łzami w oczach (to straszne, że zdarza mi się to ostatnio coraz częściej!). Przede wszystkim skojarzyła mi się bardzo z pewnym opowiadaniem Edgara Kereta o życiowych wyborach i ich konsekwencjach. A z "Okruchów dnia" wyziera obraz straconych szans i pustki idącej za pogonią za pozornym szczęściem. Niesamowicie mnie poruszyła.

Kazuo Ishiguro trafił tym samym na listę zakupową - zdążyłam już zamówić wszystkie pozycje z jego literackiego dorobku. I już się nie mogę doczekać przesyłki!

Komentarze

Popularne posty