George Orwell "Rok 1984"


Czytając "Rok 1984" przypomniał mi się mój wychowawca z liceum, polonista-pasjonat. Szczerze, nie wiem, jaki był jego stosunek do twórczości Orwella. Ale chętnie bym z nim przedyskutowała "Rok 1984".

Wielki Brat Patrzy – to właśnie napisy tej treści, w antyutopii Orwella krzyczące z plakatów rozlepionych po całym Londynie, natchnęły twórców telewizyjnego show „Big Brother”. Czyżby wraz z upadkiem komunizmu wielka, oskarżycielska powieść straciła swoją rację bytu, stając się zaledwie inspiracją programu rozrywkowego? Nie. Bo ukazuje świat, który zawsze może powrócić. Świat pustych sklepów, permanentnej wojny, jednej wiary.

Klaustrofobiczny świat Wielkiego Brata, w którym każda sekunda ludzkiego życia znajduje się pod kontrolą, a dominującym uczuciem jest strach. Świat, w którym ludzie czują się bezradni i samotni, miłość uchodzi za zbrodnię, a takie pojęcie jak „wolność” i „sprawiedliwość” nie istnieją. Na kuli ziemskiej są miejsca, gdzie ten świat wciąż trwa. I zawsze znajdą się cudotwórcy gotowi obiecywać stworzenie nowego, który od wizji Orwella dzieli tylko krok. Niestety, piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami. A dwa plus dwa wcale nie musi się równać cztery.

/Opis lubimyczytac.pl/

Tak się poskładało, że po "Rok 1984" sięgnęłam niedługo po przeczytaniu "Opowieści Podręcznej". To było zdecydowanie za szybko, żeby się brać za kolejną antyutopię. Delikatnie mówiąc trochę mnie rozjechało psychicznie. 

Powieść powstała pod koniec lat 40. XX wieku, czyli akurat jak Europa podnosiła się z kolan po II wojnie światowej. Połowa kontynentu skryła się wówczas za żelazną kurtyną, chociaż nie od razu. Orwell z chirurgiczną wręcz precyzją obnaża zagrożenia płynące z socjalizmu, a które 80 lat po powstaniu powieści są nadal aktualne w niektórych miejscach na Ziemi. I chyba dlatego ta książka mnie tak przeorała. 

Winston Smith, pośredni pracownik jednego z czterech ministerstw, ma niejasne przeczucie, że tylko on pamięta czasy sprzed rewolucji, zanim zaczęły znikać słowa ze słownika i pojawiła się nowomowa. Nie wierzy w dostatek państwa, głoszony w ogólnokrajowych przekazach medialnych. Z resztą nic dziwnego - jego praca polega na zmianie niewygodnych dla Partii wiadomości w dawnych notatkach prasowych. Winston ma niejasne uczucie, że jest jedynym człowiekiem, którym poniewierają takie wątpliwości i tylko on dostrzega sprzeczności przekazów partyjnych. To oraz jego sentyment do minionych czasów prowadzi go do destrukcyjnych zachowań. I Winston zdaje sobie sprawę z zagrożenia, o czym czytelnik ma okazję przekonać się w pierwszym rozdziale, kiedy to kupuje pamiętnik i wie, że wydał tym samym na siebie wyrok śmierci. A potem wdaje się w romans z partyjną działaczką.

Nie polubiłam Winstona Smitha. Męczył mnie jako bohater książki, chociaż potem zrozumiałam intencję autora. Dzięki tej postaci miałam dostrzec brzydotę ukazanej przyszłości (dla mnie już przeszłości). Winston wszystko intelektualizuje, jest mało skory do działania. Ma paranoję, jest przekonany, że wszyscy są nastawieni przeciwko niemu i jest stale obserwowany. Z resztą klaustrofobiczny klimat "Roku 1984" w każdym wzbudziłby paranoję. 

Książka stanowi smutny obraz społeczeństwa, którym jest łatwo manipulować poprzez publiczne media. Np. w sytuacji, gdy z powodu wojny, zostaje ograniczony tygodniowy przydział czekolady, partia obwieszcza to jako sukces i Winston z przerażeniem widzi, że ludzie tak na to reagują. Tak, jakby nikt nie pamiętał, że przydział był większy. A to jest tylko jeden z przykładów, które mnożą się w książce i wzbudzają kolejne wątpliwości Winstona. 

Do tego robi wrażenie fakt, że książka powstawała w czasach, kiedy socjalizm dopiero się rozwijał i wielu ludzi wierzyło w jego idee, zwłaszcza po wojennych doświadczeniach. A Orwell jasno ukazuje to, co my znamy z historii - nie dla się zbudować społeczeństwa równego pod względem statusu. Zawsze będzie ktoś biedniejszy, a najbardziej oddani członkowie partii zawsze będą z tego czerpali korzyści. Socjalistyczne przekonanie o równości wszystkich jest tylko złudzeniem, którego podtrzymanie naprawdę wiele kosztuje. 

Cóż... już wiem, że drugi raz tej książki nie przeczytam. To raczej nie jest lektura, którą czyta się dwa razy. Ale mało prawdopodobne, żebym kiedykolwiek zapomniała tą książkę. 

Komentarze

Popularne posty