Jennifer Hillier "Małe sekrety"

 

Są gatunki książek, które po prostu lubię (tj. fantastyka, thriller, kryminał). I właściwie nie muszę znać nazwiska, żeby mnie książka wciągnęła. Przeglądałam sobie apkę Empik.com i weszłam w premiery książkowe. Dosyć tendecyjnie - zamówiłam sobie kilka książek (co tam #Top100, to są klasyki literatury, a premiera jest tylko raz, nie?). M.in. kupiłam "Małe sekrety" autorstwa Jennifer Hillier.

Wystarczy jeden mały sekret, żeby twoje życie rozsypało się jak domek z kart…

Marin miała idealne życie. Jej mąż, Derek, którego poznała jeszcze na studiach, prowadzi własną firmę produkującą zdrową żywność, ona sama jest właścicielką kilku luksusowych salonów fryzjerskich. Są poważaną i podziwianą w Seattle parą, cieszącą się ponadto szczęśliwym życiem rodzinnym – do czasu, aż ich czteroletni synek Sebastian zostaje porwany i cały ich świat wali się w gruzy.

Szesnaście miesięcy później Marin jest cieniem samej siebie. Prowadzone przez FBI śledztwo utknęło w martwym punkcie. Sprawa Sebastiana dawno przestała być medialną sensacją, a chłopiec wciąż pozostaje zaginiony. Marin i Derek prawie ze sobą nie rozmawiają. Marin zatrudnia w sekrecie prywatną panią detektyw, ta jednak zamiast odnaleźć Sebastiana, w toku poszukiwań odkrywa, że Derek ma romans z dwudziestoczteroletnią studentką. To dramatyczne odkrycie paradoksalnie przywraca Marin do życia. Straciła synka, nie zamierza stracić również męża. W kochance męża, Kenzie, odnalazła wreszcie konkretnego wroga i może stanąć do walki. Walki na śmierć i życie… Pomocą służy Marin jej najdawniejszy i jedyny prawdziwy przyjaciel, Sal. Zrozpaczona kobieta nie wie jednak, że w tej zabójczej rozgrywce nic nie jest takie, jak się wydaje…

/Opis wydawcy/

Niemal cała książka jest pisana z perspektywy odczuć Marin. I tu pojawia mi się pierwszy minus (żeby nie było, plusy też są), bo dla mnie narracja była mocno męcząca. Jest prowadzona w czasie teraźniejszym, a narrator jest bardzo skrupulatnym obserwatorem uczuć i każdego drobnego zachowania wszystkich postaci, włącznie z ich ukrytymi motywami. Nie przepadam za książkami pisanymi w ten sposób, chociaż zapewne jest to zabieg w celu budowania napięcia.

Na początku poznajemy Marin, która jest na przedświątecznych zakupach wraz ze swoim czteroletnim synkiem, Sebastianem. Kobieta jest sfrustrowana, zmęczona, a w sklepach tłumy ludzi. Próbując skontaktować się z mężem puszcza na chwilę dłoń dziecka. I wtedy Sebastian znika. A dokładniej mówiąc - zostaje uprowadzony.

Potem akcja przeskakuje o 16 miesięcy. Marin wegetuje, tęskniąc za synkiem. Co miesiąc widuje się z prywatną detektyw, którą zatrudniła do odnalezienia syna, po tym jak śledztwo FBI utknęło w martwym punkcie. I podczas jednego z takich spotkań dowiaduje się, że jej mąż ma romans z 24-letnią studentką. Wściekłość i poczucie krzywdy sprawiają, że Marin sięga dna i decyduje się na rzeczy, o których nigdy wcześniej by nawet nie pomyślała. Motorem do jej działań jest jej bliski przyjaciel ze studenckich czasów, Sal. A Marin jest gotowa na absolutnie wszystko, żeby zatrzymać przy sobie męża. Tyle tylko, że podejmując pewne decyzje, należy być przygotowanym na ich konsekwencje.

I generalnie to jest największy plus tej książki. Sprzeczne działania kobiety w rozpaczy, która jest gotowa zapłacić absolutnie każdą cenę, żeby utrzymać złudzenie bliskości własnej rodziny po utracie synka. Łatwo się wczuć w jej emocje, chociaż trochę trudno zrozumieć aż taką determinację (niektóre elementy fabuły były dla mnie szyte grubymi nićmi - i to w sumie jest największy minus).

Jako... hmm... smakosz?... tego typu literatury byłam nieco rozczarowana końcowym rozwiązaniem. W książce pojawia się na stałe kilka postaci i brakowało mi lawirowania między nimi, podejrzeń rzucanych to na jedną, to na drugą. W książce Hillier nie było w kim wybierać i przez to rozwiązanie stało się banalne, brakowało mi elementu zaskoczenia. A tytułowe "Małe sekrety" ostatecznie nie były takie małe...

Przy czym książkę czyta się nawet przyjemnie - nie ma przestojów w fabule, napięcie stopniowo rośnie. Bardzo łatwo się wczuć w stany emocjonalne bohaterów i zrozumieć motywy ich działania. Poza pewnymi naciągnięciami fabuła jest spójna - nie przepadam za przesadą, a miejscami książka kojarzyła mi się z kiepskimi filmami kryminalnymi klasy C... Po prostu książkę łatwiej mi było przyswoić niż taki film. 

Komentarze

Popularne posty