Herbert George Wells "Wehikuł czasu"

 

Myślę, że odkąd człowiek w ogóle zaczął myśleć w sposób bardziej abstrakcyjny, pojawiły się marzenia o przyszłości, której nie będzie miał szansy zobaczyć. W sumie mam wrażenie, że to właśnie jest czynnikiem, który popycha cywilizację do przodu i zmusza do ciągłego rozwoju. A podróże w czasie nęcą każdego, kto chciałby uchylić rąbka tajemnicy, co czeka ludzkość. 

Podróżnik w Czasie po kilku latach ciężkiej pracy konstruuje tytułowy Wehikuł Czasu i wyrusza w podróż w przyszłość. Zatrzymuje się w roku 802 701, gdzie poznaje dwa gatunki, na jakie podzieliła się ludzkość: Elojów i Morloków. Jedni łagodni, żywiący się owocami, drudzy brutalni, mieszkający w podziemiach i wychodzący na powierzchnię po zmroku. Podróżnik odkrywa sekrety obu ras i rozpoczyna walkę o przetrwanie...

/Opis wydawcy/

Jest czwartkowe popołudnie. W domu Podróżnika w Czasie zebrało się kilku gości, którym gospodarz przedstawia własną teorię czasu jako wymiaru, po którym można się poruszać oraz prototyp wehikułu. Obiecuje, że za tydzień znów się spotkają, żeby porozmawiać o pierwszej podróży po Krainie Czasu. 

I tak też się dzieje - tydzień później goście wracają do domu Podróżnika w Czasie (w nieco zmienionym składzie) i rozmawiają w oczekiwaniu na swojego gospodarza. A ten ma wieści zupełnie niecodzienne. Twierdzi, ze odbył udaną podróż w czasie i opowiada o swoich przygodach, szokując swoją publiczność opisem cywilizacji żyjącej w 802 701 roku. Opisał on pobyt wśród przyjaznych i łagodnych Elojów, którzy się go nie boją, a lęk okazują jedynie po zmroku, gdy przybywają żyjący pod ziemią Morlokowie. 

Podróżnik w Czasie miał również to nieszczęście, że Morlokowie skradli jego wehikuł czasu i został uwięziony w świecie przyszłości na kilka dni, kiedy to próbował odzyskać swoją machinę, poznając lepiej tubylców.

Sama powieść ma nieco ponad 100 stron, ale dosyć ciężko mi się ją czytało. Byłam nią przede wszystkim zniecierpliwiona, wydawała mi się naiwna. Nie żebym za specjalnie zmieniła swoje zdanie ma jej temat, ale sprawdziłam rok wydania - 1895. Jako ciekawostkę powiem, że w tym czasie marzenia o lataniu ograniczały się do lotów szybowcem, a pierwszy samolot braci Wright wzniósł się w powietrze 8 lat po wydaniu powieści. W tym kontekście powieść Wellsa jest naprawdę innowatorska i na pewno kwalifikuje się do gatunki sci-fi. 

Ale sama powieść nie jest o technologii, jest za to pewną metaforą człowieczeństwa. A raczej niepokojących zmian, które mają na celu ułatwienie życia ludziom, zmniejszenia ilości pracy, a jednak z czasem mogą doprowadzić do jego odczłowieczenia. Do tego, że wartości intelektualne czy moralne idą w zapomnienie, rozwój cywilizacyjny nie tylko się zatrzyma, a wręcz cofnie i ludzie powrócą do najbardziej podstawowych instynktów. 

W ogóle podobną pesymistyczną tendencję można zaobserwować w wielu książkach, których akcja dzieje się w przyszłości. Jest w nas jakaś taka obawa przed zepsuciem, które może towarzyszyć rozwojowi technologicznemu, a z wiekiem dostrzegamy zmiany w młodszych pokoleniach i zmianę wartości. Ja osobiście byłam przerażona, kiedy dowiedziałam się, że 6-latek w mojej rodzinie prowadzi już konto na TikToku... kiedy mój mąż nawet nie wiedział, co to jest TikTok! 

Tak w ogóle, powieść Wellsa pobudzała wyobraźnię kolejnych pisarzy. I to niekoniecznie przez uniwersalność zawartego w niej przesłania. Na jej podstawie powstały liczne opowiadania i powieści, a najbardziej znaną (i uznaną) jest powieść Stephena Baxtera "Statki czasu", będąca kontynuacją przygód Podróżnika w czasie. 

I muszę się przyznać... a być może wynika to z obecnego rozwoju technologicznego, ale o wiele bardziej przemawia do mnie wizja przyszłości przedstawiona w "Modyfikowanym Węglu", który również traktuje o zepsuciu społeczeństwa, ale w zupełnie innym wymiarze. Ale tak tylko kręcę nosem, bo "Wehikuł czasu" był dla mnie męczącą lekturą. 

Komentarze

Popularne posty