Fernando J. Múñez "Kucharka z Castamar"
Jedna z bardziej zjawiskowych książek, jakie miałam okazję ostatnio przeczytać. Wessało mnie od pierwszych stron. Co prawda, z uwagi na objętość (jakieś 700 stron) i mój tryb pracy, jej przeczytanie zajęło mi prawie tydzień, ale... było warto! Tak, jestem świadoma, że mogłam po prostu obejrzeć serial. A z drugiej strony... to wcale nie jest to samo.
Clara Belmonte jest zmuszona podjąć pracę jako zubożała córka cenionego w stolicy lekarza, bohatera wojennego, który poświęcił własne życie, by ratować innych. Ograbiona z należnego jej majątku przez skąpego stryja, kobieta usiłuje walczyć o własną godność i lepsze jutro. W ten sposób trafia na dwór Diego Castamara, owdowiałego księcia, pogrążonego od wielu lat w żałobie. Początkowo pracuje jako pomoc kuchenna, jednak bardzo szybko jej talent kulinarny zostaje odkryty i zostaje awansowana na kuchmistrzynię. I tu rozpoczyna się między nimi subtelna gra gestów i spojrzeń, która obojgu pozwala na to, by czas zaczął leczyć ich rany.
W książce towarzyszą nam również intrygi rodzinne, polityczne, napędzane żądzą zemsty. Poznajemy XVIII wieczne życie na kastylskich dworach, gdzie życiem kobiet rządzą namiętności mężczyzn, wśród ludzi jest wiele uprzedzeń, a dobre imię jest bardzo łatwo stracić i niemal nie da się już go odbudować, bo społeczeństwo nie zapomina.
Ta książka to też subtelna gra zmysłów. Ponieważ potrawy przygotowywane przez Clarę są opisywane tak sugestywnie, że niemal czuć ich aromat na języku, a nos poszukuje przepysznych woni. (a ja od kolejnego poniedziałku zaczynam się dietować :()
Nie potrafię powiedzieć, czy serial podobałby mi się równie bardzo, jak książka. Boję się teraz o tym przekonać. Kucharka z Castamar urzekła mnie przede wszystkim przez silną postać kobiecą. Clara, doświadczona przez życie, równocześnie cały czas walczy ze swoimi ograniczeniami (cierpi na agorafobię). I chociaż zdarzają jej się momenty zwątpienia oraz takie dni, kiedy robi kilka kroków w tył, to kolejnego dnia zawsze wstaje z przekonaniem, że jej los się odmieni. Jest oddana swojej pracy, która daje jej ogrom satysfakcji. Równocześnie też jest elokwentna i dosyć asertywna, na ile pozwala jej na to jej społeczna pozycja. Brakowało mi w literaturze takiej stonowanej głównej postaci kobiecej. Do Clary natychmiast zapałałam dużą sympatią. Ale zdarzało się, że irytowała mnie, kiedy brała na siebie odpowiedzialność, którą zrzucały na nią inni. Ale może dlatego, że i mi zdarza się w taki sposób postępować :)
Gdzieś czytałam, że niektórym ta książka się dłużyła. Nie mogę potwierdzić tej opinii. Losy wszystkich bohaterów były dla mnie niezwykle interesujące, chociaż akcja faktycznie rozwijała się bardzo powoli, ale to pozwoliło mi się rozsmakować w lekturze. Naprawdę czytałam z wypiekami na twarzy!
Mam nadzieję, że w Polsce ukaże się jeszcze jakaś książka tego autora. Bardzo chętnie przekonam się, czy jest równie dobra jak Kucharka z Castamar. Bo tę pozycję zdecydowanie polecam!

Komentarze
Prześlij komentarz