Lisa Scottoline "Powrót Anny"

 


Są takie gatunki, które lubię czytać, ponieważ stanowią dla mnie miłą rozrywkę. Nie przepadam za romansami - toleruję je w stosunkowo małych dawkach, najlepiej bawię się przy kryminałach i thrillerach. Ale żeby taka książka mnie przyciągnęła, to musi mieć opis, który zwraca uwagę. I Powrót Anny zdecydowanie taki opis miał. A teraz parę refleksji na temat treści.

Noah Alderman to pediatra alergolog, wychowujący dziesięcioletniego syna, który cierpi na apraksję. Matka chłopca zmarła po wyczerpującej chorobie i Noah był przekonany, że nic dobrego go już w życiu nie czeka. Jednak wtedy spotkał Maggie Ippolitti. Po raz pierwszy od kilku lat on i jego syn byli naprawdę szczęśliwi. I Maggie również, chociaż cieniem na jej życiu kładła się utrata córki, gdy ta była niemowlęciem. Wtedy niespodziewanie Anna kontaktuje się z matką i prosi, aby ta pozwoliła jej u niej zamieszkać. Maggie z pełnym zaangażowaniem próbuje odbudować relację z córką, jest skupiona tylko na tym. Aż wydarza się tragedia - Anna zostaje zamordowana, a Noah oskarżony o to zabójstwo. Świat Maggie runął w jednej chwili, a potem dowiaduje się, że nic nie jest takie, jakie się początkowo wydawało.

I serio jestem przekonana, że wiele osób przyciągnął ten właśnie opis. Niestety nie mogę powiedzieć, że mi się podobała sama treść. Zacznijmy od konstrukcji książki. Mamy dwie narracje - Noah po morderstwie, czyli wydarzenia w czasie procesu. Ta narracja stopniowo się cofa, od dziesiątego do pierwszego dnia procesu, a potem po usłyszeniu wyroku wydarzenia następują chronologicznie. Druga narracja to Maggie przed morderstwem. Poznajemy historię kobiety, jak doszło do tego, że straciła córkę, a także jej perspektywę wydarzeń. I to było... tak bardzo męczące. Generalnie sam zabieg narracyjny nie byłby pewnie zły. Ale mnogość włożonych w narrację szczegółów i nieistotnych wydarzeń sprawiła, że się to naprawdę ciężko czytało. Również przez konstrukcję książki dosyć szybko można się było domyślić zakończenia i rozwiązania zagadki, co zepsuło całą frajdę czytania. Wynudziłam się przeokropnie przez to. 

Kolejna rzecz to bohaterowie. Niby to miał być thriller psychologiczny. Ale postacie były totalnie mdłe i jednowymiarowe, a sam sposób ich prowadzenia mocno niespójny. Rozumiem, że autorka próbowała wciągnąć czytelnika w trudną sytuację Maggie, która po porodzie cierpiała na psychozę porodową, co doprowadziło do utraty prawa do opieki nad córką. I od tamtej pory żyła w ogromnym poczuciu winy. Ale coś tutaj mi mocno zgrzytało już od samego początku. Dla mnie Maggie była histeryczna i totalnie niestabilna, ślepa na jakiekolwiek argumenty, nielogiczna. Noah z kolei zawsze był jej skałą i był mega cierpliwy, bardzo rzadko podnosił głos... a potem na sam koniec wyszło, że w sumie był porywczy i skłonny do wyżywania się na swoich bliskich i dopiero po historii z Anną złagodniał. W skrócie - autorka prowadziła swoich bohaterów mocno bezrefleksyjnie i bez jakiegoś szczególnego planu. 

Duży plus za pomysł na fabułę, bo to był naprawdę dobry pomysł. Tylko słabo napisany. Pani Scottoline tak bardzo próbowała wzbudzić duże emocje u czytelnika, że w którymś momencie przegięła, a akcja zrobiła się zbyt rozdmuchana. I niestety, jak to w takich sytuacjach bywa - to się nie mogło skończyć dobrze. I samo zakończenie jest po prostu strasznie słabe. 

Być może moja surowa ocena wynika z faktu, że sporo po tej książce oczekiwałam z uwagi na opis i się mocno rozczarowałam. Więc potem skupiłam się na szukaniu w niej słabych punktów. A może też wynikać z tego, że jeśli książkę reklamuje się jako thriller psychologiczny, to moje standardy są wysokie, bo lubię poczuć tych bohaterów. Tym razem się nie udało.

Komentarze

Popularne posty