Andrew Caldecott "Miasteczko Rotherweird"
Coraz częściej potrafię nie widzieć reklam książek, które mi się wyświetlają na Facebooku. Nadal jednak kupuję więcej książek w miesiącu niż jestem w stanie przeczytać, chociaż zaczynam się ostatnio stopować w kupowaniu, a poprawiłam się w czytaniu. Jednak była jedna okładka, która prześladowała mnie często... "Miasteczko Rotherweird". W końcu zdecydowałam się na zakup. Chwilę przeleżała na półce, bo jej objętość nieco mnie zniechęciła, ale... przeczytałam! I teraz mogę się w końcu podzielić swoimi przemyśleniami na jej temat.
Książkę otwierają wydarzenia z lat 70-tych XVI wieku. W Anglii pojawia się dziesiątka wyjątkowych dzieci, o niezwykłych talentach. Maria Tudor rozkazuje pozbyć się dzieci, jednak wykonawca jej woli, sir Robert Oxenbridge wywozi je do zaufanego przyjaciela, którego dwór znajduje się nad rzeką Rother. Tym samym wyjątkowe dzieci dołączają do bliźniąt, które już znajdują się pod opieką sir Henry'ego Grassala. Opiekun stara się jak potrafi, żeby rozwijać wszechstronne talenty swoich podopiecznych. Z czasem jednak pada on ofiarą spisku, a jego obowiązki przejmuje Geryon Wynter, który obsesyjnie pragnie stworzyć nowe bóstwo, a w utalentowanych dzieciach widzi szansę na zrealizowanie swojego planu.
Następnie przechodzimy do czasów współczesnych - Rotherweird to miasteczko na uboczu, do którego prowadzi tylko jedna droga. Jest niezależne od wpływu państwa i kościoła, a prawo, które w nim obowiązuje nie zmieniło się od czasów jego powstania. Mieszkańcy nie tolerują ludzi z zewnątrz, traktują nieufnie nawet swoich sąsiadów ze wsi leżącej w pobliżu miasteczka. Wszyscy surowo przestrzegają zakazu badania i interesowania się historią. Mieszkańcy i prawa, którym się podporządkowują zostaną wystawione na próbę, gdy do miasteczka przybędzie nowy nauczyciel historii, Jonah Oblong, który próbuje odnaleźć swoje miejsce na świecie, oraz tajemniczy miliarder sir Veronal Slickstone, którego motywy są czasami niejasne dla niego samego.
Cieszę się, że według nowej strategii nie czytam innych recenzji, zanim sama nie wyrobię sobie zdania o książce. Bo "Miasteczko Rotherweird" zebrało naprawdę niskie oceny. Podejrzewam, że część z nich wynika z faktu, że wydawca postanowił reklamować książkę niefortunnym hasłem "Harry Potter dla dorosłych". Jeśli ktoś wychowywał się na książkach o Harrym Potterze, to ta książka faktycznie go rozczaruje. Na szczęście byłam nieświadoma niektórych rzeczy, gdy brałam się za czytanie, dlatego też nie miałam żadnych większych oczekiwań. A książka mi się podobała bardzo.
Największym minusem dla mnie była mnogość bohaterów. Co prawda są na tyle specyficzni, że bez trudu ich rozróżniałam, ale... nie lubię zbyt wielu postaci, których wątki zaczynają się mocno mieszać pod koniec książki. Przynajmniej ja tak mam, że pod koniec mam wrażenie, że coś ważnego mi umknęło. Z tego samego powodu mam ogromny problem z "Trafnym wyborem" J.K.Rowling, który przecież zebrał mocno pozytywne opinie krytyków. Szczególnie męczące były wątki, w których ci bohaterowie się spotykali i wymieniali spostrzeżeniami, które czytelnik śledził na bieżąco w książce. To zdecydowanie było najsłabsze ogniwo.
Z plusów - niebanalny pomysł na fabułę: mocno specyficzni mieszkańcy miasteczka oraz sekret, który skrywa jego historia.... Podobało mi się i wciągnęło mnie mocno. I mimo że karty zostały odkryte dość szybko, to autor zawsze miał jakieś asa w rękawie, którym potrafił zaskoczyć czytelnika, więc ogólnie akcja toczyła się wartko. Dużym plusem jest też śmieszno-gorzka obserwacja społeczeństwa oraz zachowania mieszkańców wobec siebie. A przedstawione postaci są wyrysowane w nieco krzywym zwierciadle, gdzie wszystkie negatywne cechy charakteru widać dużo lepiej niż pozytywne. Nawet jeśli bohaterowie opowiadają się po stronie dobra.
Nie jest to, co prawda, arcydzieło literatury fantastycznej, ten świat do pięt nie dorasta światom, które w swoich książkach powołał do życia Tolkien, na pewno też nie da się porównać "Miasteczka Rotherweird" do kultowej już sagi o Harrym Potterze, jednak dla mnie ta książka i klimat miasteczka oraz jego mieszkańcy dostarczają dobrej rozrywki. I... nie mogę się doczekać kolejnych części, bo kilka wątków zostało jeszcze otwartych.


Komentarze
Prześlij komentarz