Filip Zawada "Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna"

 

To była jedna z tych książek, gdzie przyciągnął mnie tylko tytuł. Nawet za bardzo nie czytałam opisu, ale po tytule mogłam się spodziewać, że to nie będzie zbyt optymistyczna książka. Lektura nie była dla mnie łatwa i przyjemna, kilka razy odkładałam książkę, żeby przetrawić to, co przeczytałam... ale udało się! Z lekkim poślizgiem, bo jest to premiera marcowa i miałam ją przeczytać w kwietniu... prawie wyszło. 

Bezimienny narrator wprowadza czytelnika w swój świat, w którym ogromną rolę odegrał dziadek Szczepan. Człowiek samolubny, zgryźliwy, szowinistyczny, który terroryzuje nie tylko swoją rodzinę, ale również sąsiadów na wiele zmyślnych sposobów. Ogólnie fabuła krąży wokół tego, co narrator otrzymał od dziadka w spadku, ale nie zawsze są to rzeczy materialne i często spadek ten sięga daleko wstecz, najmłodszych lat "obdarowanego".

Mam mocno mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Z jednej strony mi się podobało, bo generalnie była pełna czarnego poczucia humoru, groteskowa (na co wskazywał już tytuł). A z drugiej strony była dla mnie mocno męcząca, bo głównie opisywała brzydotę, niemoc i bezradność. Rozumiem, że ton, w jakim była napisana już stanowił o pewnym wyolbrzymieniu sytuacji. Jednak ciężko mi było odebrać tę książkę jako autentyczną. Niby jest pełna refleksji (narrator jest myślicielem), ale często towarzyszyło mi poczucie, że to po prostu banały wystrojone w ładne piórka - opisane kwieciście, z chwytliwą anegdotą w tle. To też mnie męczyło. 

Autorowi muszę oddać to, że książka jest napisana lekkim piórem, a akcja jest wartka. Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna czyta się stosunkowo szybko, jak już przywykłam do stylu tej powieści. Nie zabrakło również wyrazistych postaci - oczywiście, dziadek Szczepan, wokół którego toczy się cała powieść. Zgorzkniały stary awanturnik, który czuje się zwolniony z dostosowywania się do norm społecznych, ponieważ walczył na wojnie. Ale zza pleców tej postaci nieśmiało wygląda narrator, człowiek wyjątkowo wycofany, z ogromnymi trudnościami z nawiązywaniem relacji i wykazywaniem inicjatywy odnośnie kształtowania własnego życia. 

Przez sposób budowania bohaterów powieści nasunęło mi się skojarzenie z książką, którą przeczytałam bardzo dawno temu, bo jeszcze za czasów studenckich, za namową znajomego. Platformą M. Houellebecq'a. I po oby tych tytułach pozostało poczucie pustki po zakończeniu lektury... nie potrafiłam się nimi zachwycić, jak niektórzy, ani nie potrafiłam jednoznacznie określić, że mi się w żaden sposób nie podobały. Gdyby nie Zbyt wiele zim minęło... to nawet bym nie pamiętała o Platformie i mam wrażenie, że teraz obie znów pójdą w zapomnienie. 

W gruncie rzeczy... ta książka nie była zła, po prostu nie była to literatura dla mnie. I raczej po kolejne książki pana Zawady już nie sięgnę, mimo że jego książki cieszą się dużym uznaniem. 

Komentarze

Popularne posty