Stanisław Lem "Bajki robotów"
Pierwszy raz z "Bajkami robotów" miałam styczność, jak pojechaliśmy z rodziną do Centrum Nauki Kopernik i uczestniczyliśmy w spektaklu robotów. Myślę, że nie tylko my przeżyliśmy sporą konsternację, kiedy przedstawienie się zakończyło i przyszło do momentu aplauzu. Czy bić brawo robotom? Dzisiaj, po lekturze oryginalnych "Bajek..." już bym się nie zawahała.
Sama książka nie jest zbyt łatwa w odbiorze. Głównie przez nieco archaiczny i bardzo kwiecisty język pisarza. Wyrazy przez niego stworzone na potrzeby bajek mogą być trudne i niezrozumiałe. Ale dla mnie stanowiło to dodatkowy urok książki. Czytałam z wypiekami na twarzy. I, jak każda dobra baśń, część bajek ma w sobie ukryte uniwersalne prawdy i typowo bajkowe morały, co zmusza do głębszej refleksji.
Bardzo dużą wartością była dla mnie dysputa nt. człowieczeństwa maszyn. Roboty w bajkach ukazane są jako istoty pełne uczuć, kierujące się czasami szlachetnymi (czasami mniej) motywami. Natomiast antagonistami są ludzie (bladawcy), którzy najpierw roboty stworzyli, a potem zaczęli je traktować jak swoich wrogów.
Bajką, która najlepiej, moim zdaniem oddaje to, o czym piszę jest "Przyjaciel Automateusza". Jest ona opowieścią o roli przyjaciela w naszym życiu, szczególnie w obliczu nieszczęścia. Automateusz wybiera się w podróż, w którą chce zabrać mechanicznego przyjaciela, ukrytego w uchu, który mógłby udzielać mu rad i wsparcia w trudnych sytuacjach. W skutek wypadku, Automateusz ląduje na bezludnej wyspie, a jego mechaniczny przyjaciel bez empatii oblicza szanse na to, że zostaną odnalezieni i doradza Automateuszowi poddanie się. A Automateuszowi towarzyszą najróżniejsze, zupełnie ludzkie uczucia: złość, rezygnacja, nadzieja, chęć znalezienia winnych... i ogromna wola przetrwania.
Patrząc na bajki z perspektywy czasu, zauważyłam, że w bajkach Lema nie zawsze to najodważniejszy i najszlachetniejszy zdobywa nagrodę lub szczęśliwe zakończenie. Zupełnie jak w życiu - ostatnie słowo należy do najsprytniejszego, który jest w stanie dostosować się do nowej sytuacji, myśli nieszablonowo.
Zdecydowanie jednak nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że jest to książka dla dzieci (twierdzenie mojego małżonka). Myślę, że może być zbyt trudna w odbiorze, a miejscami zbyt brutalna i pesymistyczna. Ale dorosły czytelnik doceni ponure miejscami poczucie humoru autora, kryjący się w słowach "sceptyczny realizm", jakby to ujął mój Mąż.


Komentarze
Prześlij komentarz