Sarah Alderson "Wyjazd na weekend"
Głośna ekranizacja Netflixa, wszędzie widziałam jej reklamy. Ja jednak stwierdziłam, że jestem fanką książek i najpierw przeczytam, a potem ewentualnie zdecyduję się na obejrzenie. Cóż... nie obejrzałam. Ale książka jak najbardziej mi się podobała!
Orla i Kate przyjaźnią się od zawsze. Niejedno już przeszły - pierwsze kroki Orli, jako świeżo upieczonej matki długo wyczekiwanego dziecka oraz trudnej sprawy rozwodowej Kate, która nadal nie została sfinalizowana. Zawsze w trudnych sytuacjach były dla siebie wsparciem, a ich wspólną tradycją (pomijając lata, kiedy Orla starała się zajść w ciążę) były babskie weekendowe wyjazdy za granicę.
Orla w końcu zdecydowała się, że może zostawić małą córeczkę pod opieką męża i wybrała się z Kate do Lizbony. Niemal od razu ma z tego powodu wyrzuty sumienia i ciężko się jej zaangażować w zabawę. Dostrzega również nietypowe zachowanie przyjaciółki, ale przyjmuje, że ma to związek z rozwodem i ma poczucie winy, że nie poświęcała jej wystarczająco dużo czasu. Pierwszego wieczoru w magicznej Lisbonie wychodzą na miasto, tak jak za dawnych dobrych lat.
Ale kiedy Orla budzi się następnego dnia, nigdzie nie ma Kate.
Początkowo nikt nie traktuje zaginięcia Kate poważnie. Orla zaczyna wszędzie jej szukać i mozolnie odtwarzać szczegóły poprzedniego wieczoru. Jednak kiedy zostaje odnalezione jej ciało, natychmiast staje się główną podejrzaną - luki w jej pamięci, niepewność oraz podejrzani towarzysze ściągają na nią uwagę policjantów. Kobieta zaczyna na własną rękę poszukiwać odpowiedzi. Chce znaleźć prawdziwego mordercę przyjaciółki i przy okazji oczyścić siebie z podejrzeń. Nie podejrzewa jednak, jak bardzo zaskoczy ją to, co odkryje.
To był kawał dobrego kryminału, chociaż ostatecznie spodziewałam się czegoś... bardziej. Nie wiem, jak to ująć precyzyjniej. Niby wszystko jest jak trzeba: duszna atmosfera Lizbony, gdy jedna tajemnica zostaje odkryta mnożą się kolejne. I bohaterka, która czuje się coraz bardziej zagubiona i w potrzasku. Przepis na świetną książkę, prawda? A jednak niektóre rzeczy są grubymi nićmi szyte. Chociażby zaangażowanie przypadkowego kierowcy ubera z kryminalną przeszłością. Albo zachowanie policji później. Jakoś tak... niektóre wątki zostały wplecione strasznie na siłę. A już najbardziej odniosłam takie wrażenie, jak już został ujawniony sprawca. Tak, jakby autorka miała pomysł na początek, zakończenie, a przy środku stwierdziła "jakoś to będzie". Czytało się naprawdę sympatycznie, ale brakowało mi tego "czegoś".
Irytowała mnie też bohaterka, która miejscami wydaje się być naprawdę inteligentna, a czasami jest naiwna jak dziecko i zachowuje się naprawdę głupio. To było bardzo męczące. Nie byłam w stanie Orli polubić - zakompleksiona szara mysz, żyjąca w swojej bańce szczęścia na siłę, średnio refleksyjna, a już na pewno napędzająca się poczuciem winy z powodu każdego. Myślę, że taka osoba na żywo byłaby strasznie toksycznym przyjacielem. Nie będę oceniała poziomu toksyczności Kate - o tym trzeba sobie przeczytać samemu.
W gruncie rzeczy książkę polecam, bo dostarcza dużo rozrywki. Ale czy przeczytam jeszcze jakąś książkę Sarah Alderson? Wątpię... Aż tak mnie nie zachwyciła.


Komentarze
Prześlij komentarz