Håkan Nesser "Człowiek bez psa"
I znów utwierdziłam się w przekonaniu, że szwedzkie kryminały się albo kocha albo nienawidzi. Albo... ma się do nich totalnie ambiwalentny stosunek, w zależności od czytanego rozdziału! Człowiek bez psa to jest ten gatunek książki, gdzie rozwiązanie ma tak naprawdę drugorzędne znaczenie, a autor raczej zajmuje się badaniem, jak zbrodnia wpływa na rodzinę, znajomych i ludzi z otoczenia.
Rodzina Hermanssonów zbiera się, by uczcić sześćdziesiąte piąte urodziny seniora rodu, Karla-Erika oraz czterdzieste urodziny jego najstarszej córki, Ebby. Jednak rodzinne spotkanie ma tragiczne następstwa. W przeddzień wielkiego jubileuszu znika bez śladu Robert, syn Karla-Erika, czarna owca rodziny. A następnego dnia wnuk, Henrik.
Śledztwem w sprawie zaginięć zajmuje się inspektor kryminalny Gunnar Barbarotti. Zakłada on, że zniknięcie dwóch osób w jednej rodzinie nie może być przypadkowe, chociaż stara się tych spraw nie łączyć. Przy okazji badania sprawy wyciąga na światło dzienne najmroczniejsze sekrety rodziny Hemanssonów, czując jednak, że oddala się od rozwiązania zagadki.
Przyznaję się, że początkowo kompletnie nie umiałam się wciągnąć w tę książkę. Potem już jakoś poszło, ale z początku byłam zainteresowana, ale męczył mnie sposób prowadzenia narracji. Przez pół książki poznajemy wszystkich członków rodziny Hermassonów z ich... najgorszej strony - mrocznych fantazji, lęków, przykrych konsekwencji ich decyzji. Ale też w sumie właśnie o tym jest ta książka - o przykrych konsekwencjach decyzji podjętych pod wpływem impulsu. Denerwowała mnie też niejednostajność narracji. Najpierw przez pół książki opisywane są z każdym drobnym szczegółem trzy dni wokół zaginięcia Roberta i Henrika, a potem mamy kilkumiesięczny przeskok. I potem jeszcze jeden.
To były te negatywne rzeczy, które wzbudzały moją niechęć do książki. Ale już się zdradziłam, że stosunek mam mocno ambiwalentny, dlatego teraz trochę o plusach. Na pewno konstrukcja bohaterów - konsekwentnie poprowadzeni, mroczni i interesujący. Świetnie nakreślona jest sylwetka uzależnionego od swojej pracy Gunnara Barbarottiego. Do tego sama fabuła i nieprzewidywalne zakończenie. Nie byłam w stanie przewidzieć, kto okaże się mordercą, totalnie mnie to zaskoczyło.
Jednak wychodzę z założenia, że takie przyjemności należy sobie dawkować, dlatego kolejna przygoda ze szwedzkim kryminałem dopiero za parę miesięcy! Tymczasem... idę wybrać sobie coś nowego z moich zapasów :)


Komentarze
Prześlij komentarz