Louisa May Alcott "Róża w rozkwicie"

 


Myślałam, że książki Louisy May Alcott będą takim trochę uzupełnieniem dla mojego sentymentu do Jane Austin. Cóż... po przeczytaniu Róży w rozkwicie dochodzę do wniosku, że jednak nie są. A i podjęłam decyzję, że więcej po książki tej autorki nie sięgnę (co rodzi problem co ja mam zrobić z kontynuacją Małych kobietek). 

To kontynuacja powieści Ośmioro kuzynów, w której poznajemy losy osieroconej Rose. Obecnie dwudziestoletnia dziewczyna wraz z wujem Alecem oraz przyjaciółką Phebe wraca z podróży dookoła świata. W domu czekają na nią stęsknieni kuzyni, z których czterech jest już dorosłymi mężczyznami. I nagle okazuje się, że ich relacja ulega zmianie, z zamążpójściem w tle. 

Dlaczego przekonałam się, że książki Louisy May Alcott nie są jednak dla mnie? Bo autorka miała być głosem rozsądku dla sobie współczesnego młodego pokolenia panien. Wpajała im, że cnotą jest dobre, skromne życie, wiara w Boga i... mąż. Sama jednak się do tych wytycznych nie stosowała. Jej książki są dla mnie niesamowicie nudne i tendencyjne. Tę zmęczyłam okrutnie, usiłując dobrnąć do końca. Tendencyjność tej powieści praktycznie już na samym starcie pozwala się domyślić zakończenia. Ba! Czytając streszczenie z tyłu już wiadomo, jak się książka skończy. Potem tylko trzeba doczytać niemal pięćset stron, żeby się przekonać, że - bez najmniejszego zaskoczenia - miało się rację. 

Cóż... czasy się zmieniają i wartości przedstawiane czytelnikom również. Obecnie bardziej cenię książki, które ukazują odwagę, niezależność, wytrwałość w dążeniu do wyznaczonych sobie celów... ambicję. Róża w rozkwicie może stanowić historyczną ciekawostkę, ale... co za dużo to niezdrowo! Trzy książki Alcott wystarczą mi na całe życie!

A tymczasem... wracam do czyszczenia moich regałów z książek. A może tym razem ebook?

Komentarze

Popularne posty