Audrey Niffenegger "Miłość ponad czasem"
To jest książka, na którą polowałam przez niemal dwa lata, odkąd dostałam od męża plakat z książkami. Normalnie aż ciężko uwierzyć, jak trudno ją było kupić. Chwała niebiosom za ekranizację HBO, bo dzięki temu wznowiono wydawnictwo i się załapałam!
Clare, studentka sztuk pięknych, i Henry, cichy bibliotekarz, spotkali się po raz pierwszy, gdy ona miała sześć lat, a on trzydzieści sześć. Pobrali się, gdy ona miała dwadzieścia trzy, a on trzydzieści jeden. Niemożliwe? Nie, gdy cierpi się na rzadką przypadłość genetyczną, która umożliwia Henry'emu podróże w czasie. Niestety nie ma nad tym zupełnie panowania, co rodzi dodatkowe komplikacje. Wydaje się jednak, że Clare jest dla Henry'ego kotwicą - to do niej wraca najczęściej, tyle że na różnych etapach jej życia.
Gdzieś spotkałam się z bardzo dużą krytyką tej książki, ponieważ cytuję: Henry wychowuje sobie żonę podczas swoich podróży w czasie. Cóż... ja w ogóle nie potrafiłam spojrzeć na tę historię pod takim kątem, bo Henry owszem, rozmawiał dużo z Clare i pomagał jej się uczyć różnych rzeczy, ale... oni wbrew pozorom widywali się dosyć rzadko, a on starał się jak najmniej ingerować w jej życie, ponieważ nauczył się już, że co ma się wydarzyć i tak się wydarzy.
To, co mi się w tej książce podoba to nietuzinkowość miłości, która połączyła Clare i Henry'ego. Ona, znająca go przez całe życie, spotyka go w młodszej wersji przypadkiem i musi się zmierzyć z człowiekiem, jakim jest tu i teraz (zna go już z czasów późniejszych, gdy był dojrzalszy). I on, poznający ją z czasem na różnych etapach jej życia, przez co jej życiorys nie kryje przed nim żadnych tajemnic. Jest świadom wszystkiego, co się działo w jej życiu - tych dobrych i tych złych rzeczy, o których z czasem zapominamy lub nie chcemy do nich już wracać.
Sama idea podróży w czasie nieco mi się rozmywa... aż do samego końca tak właściwie ta konstrukcja jest dla mnie mocno niezrozumiała. Ale nadaje swego rodzaju uroku całości, więc postanowiłam nie wnikać i po prostu cieszyć się lekturą. Dodam tylko, że ogromnie podziwiam warsztat autorki, której nie pomieszały się wątki, bohaterowie, itd. I podróże w czasie Henry'ego, które następowały absolutnie chaotycznie, były ze sobą naprawdę zgrabnie przeplecione. Potrafię zrozumieć, dlaczego ta książka trafiła na listę Stu książek, które warto przeczytać. Ja ze swojej strony gorąco polecam!


Komentarze
Prześlij komentarz