Markus Zusak "Złodziejka książek"

 


Jedna z najtrudniejszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać. I to nie tylko ze względu na temat: czasy II wojny światowej, szczególnie w obliczu wydarzeń na Ukrainie. Bardzo trudna była też sama struktura książki, tj. sposób prowadzenia narracji oraz przedstawianie wydarzeń w niezbyt chronologicznym porządku. A przy okazji jest to książka z listy #Top100, więc tym bardziej musiałam ją przeczytać :)

Nazistowskie Niemcy, dziesięcioletnia Liesel Memiger trafia pod opiekę zastępczą Hubermannów. Wówczas tego nie wie, ale z upływem czasu zaczyna się domyślać, że jej ojciec był komunistą (uznawanym za wroga nazizmu), a matka prawdopodobnie została aresztowana i jej losy są nieznane. Dziewczynka miała trafić do Hubermannów wraz z młodszym bratem, ten jednak umiera wcześniej w pociągu. To właśnie wtedy Liesel rozpoczyna swoją karierę złodziejki książek - kradnie "Podręcznik grabarza". To dzięki tej książce uczy się czytać i odkrywa magię słów. Później przychodzi czas na kolejne książki: te płonące na stosach nazistów, te ukryte w bibliotece żony burmistrza, te otrzymane w prezencie od przybranych rodziców oraz... te wykonane własnoręcznie, tak naprawdę najcenniejsze. 

Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Uczy się, że niektóre rzeczy muszą pozostać naszym sekretem i nie zawsze możemy powiedzieć głośno, co naprawdę myślimy. A okazywanie serca uciśnionym może zakończyć się dla dobrego samarytanina ogromnym nieszczęściem. Kiedy więc jej przybrana rodzina udziela schronienia młodemu Żydowi, synowi dawnego przyjaciela Hansa Hubermanna, świat dziewczynki zmienia się na zawsze. 

Zacznę od tego, co strasznie ciężko było mi przeskoczyć w tej książce. Od narratora. A tym jest śmierć. Opisuje ona swoje spotkania z Liesel na przestrzeni lat, fascynację jej wolą przeżycia oraz niezłomnością ducha w obliczu tych wszystkich tragedii, które ją dotknęły przez wojnę, poczynając od śmierci braciszka oraz utraty rodzonej matki, aż po... nie zdradzę. Musicie przeczytać sobie sami. Przestawienie się na ten sposób narracji, który jest przeplatany własnymi odczuciami śmierci na temat umierania oraz dbania o dusze, a także wtrąceniami na temat wojny... początkowo myślałam, że absolutnie nie będę w stanie się wciągnąć. Cóż... myliłam się. Wciągnęłam się i książkę "wciągnęłam" błyskawicznie. 

To, co mnie jeszcze zaskoczyło w strukturze książki to fakt, że śmierć od razu zapowiada zakończenie. To znaczy... takie nie dosłowne zakończenie książki, ale niemal od razu wiadomo, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, a kolejne wydarzenia mają uzupełnić kontekst do informacji, które już mamy. Jedyną tajemnicę stanowią losy Liesel oraz Maxa, młodego Żyda ukrywanego przez Hubermannów. O nich dowiadujemy się dopiero na samym końcu książki. 

Bohaterowie ogromnie przypadli mi do serca. Poczynając od Liesel, przez Hansa i Rosę Hubermannów... właściwie każda, absolutnie każda postać przedstawiona w książce w jakiś sposób zaczęła mi być bliska. Tak, Rosa też, z tą swoją szorstką miłością i żelazną prawością skrytą pod wulgarnymi odzywkami. Były momenty, kiedy zaśmiewałam się do rozpuku przy dialogach między Rosą a Hansem, czy Rosą a Liesel. 

W ogóle ta książka była bardzo angażująca emocjonalnie. Były zabawne momenty, momenty wzruszeń, były chwile gdy serce zaczynało mi dziko łomotać w piersi ze strachu o bohaterów (mimo zdradzonego wcześniej zakończenia). I był też moment, kiedy zalałam się łzami. Dosłownie. Co naprawdę nie zdarza mi się zbyt często... głównie przy książkach wojennych właśnie (Pokuta), kiedy zdążę się przywiązać do bohaterów, tak jak w przypadku Złodziejki książek. Zusak stworzył niesamowitą galerię postaci... tak plastycznie przedstawionych, że czytając o nich, miało się wrażenie, że są tuż obok. I już się widziało Rudy'ego wysmarowanego węglem, biegnącego maraton niczym Jessie Owens... I zwinną Liesel, zakradającą się do biblioteki burmistrzowej. I znękanego Maxa, żyjącego z piętnem tego, który naraża życia zupełnie obcych ludzi, aby ocalić swoje, które uważa za bezwartościowe. 

Początkowo myślałam, że będę chciała obejrzeć film nakręcony na podstawie tej książki. Jednak po przeczytaniu jej doszłam do wniosku, że... nie chcę. Wolę bazować na własnych wyobrażeniach po lekturze książki, niż się grubo rozczarować. Może kiedyś... jak ta książka nie będzie dla mnie tak... żywa?

Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty