Kristin Hannah "Pomiędzy siostrami"

  


W ubiegłym roku przeczytałam Gdzie poniesie nas wiatr tej samej autorki i byłam absolutnie zachwycona. Oczywiście, oznaczało to, że muszę koniecznie kupić inne jej książki... Ale się ograniczyłam do trzech tym razem :) (Spokojna głowa, resztę mam dodaną na półkę w Legimi, może kiedyś uda mi się przeczytać wszystkie). 

Dwie siostry, Claire i Meghann łączy jedynie traumatyczne dzieciństwo, od lat kontakt między nimi jest wymuszony. Ich obecne życia diametralnie się od siebie różnią, co w każdej wywołuje poczucie, że jest przez siostrę oceniania. Meghann jest wziętą prawniczką, specjalizującą się w rozwodach, unika bliskości i nawiązywania znaczących relacji z innymi, natomiast Claire wraz z kochającym ojcem prowadzi niewielkie letnisko, samotnie wychowując pięcioletnią córeczkę. Czy jest jeszcze szansa na odbudowanie więzi między siostrami?

Sytuacja, w której Meghann ociera się o śmierć zmusza ją do przyjrzenia się swojemu życiu oraz refleksji nad tym, co pozwoliłoby jej być szczęśliwą. W międzyczasie dowiaduje się, że Claire postanawia wyjść za mąż za mężczyznę, którego dopiero co poznała, postanawia więc uratować siostrę przed popełnieniem ogromnego błędu... Tylko czy to uratuje ich relację? A może jeszcze bardziej się od siebie oddalą?

Muszę szczerze przyznać, że Pomiędzy siostrami podobało mi się mniej, niż Gdzie poniesie nas wiatr. Ta druga miała zdecydowanie więcej uroku i dotykała ważnych społecznie problemów, jak współczesne niewolnictwo, walka o godność itp. W tej tutaj brakuje takiej głębi. Oczywiście, jest problem: jak relacja z niedostępnie emocjonalną matką wpływa na dorosłe życie jej dzieci. Jest też liźnięty problem eutanazji. Ale głównym wątkiem jest miłość - jak powinna wyglądać i czy ma jakieś granice. 

Żeby nie było - książkę wciągnęłam w ciągu jednej doby, więc czyta się ją fantastycznie. Po prostu fabularnie Gdzie poniesie nas wiatr było lepsze. I chyba pod względem konstrukcji bohaterów również. Tam mamy do czynienia z silną kobietą, która walczy o swoją niezależność w czasach, któremu temu nie sprzyjały (wychodzi na to, że ja naprawdę lubię takie powieści, patrząc na to, co czytam ostatnio). Tutaj mamy dwie bohaterki, które przede wszystkim liżą stare rany. Są przez to bardziej ludzkie, autentyczne... Ale równocześnie nie poczułam się tą książką zainspirowana. Przy czym psychologicznie są nieźle zbudowane - poprowadzone konsekwentnie i z wyczuciem. Mamy więc cyniczną Meghann, która chowa pod twardą skorupą fakt, że jest niezwykle podatna na zranienia. I Claire, która żyje na pół gwizdka, ponieważ w porównaniu do swojej starszej siostry nic nie osiągnęła, ciężko jej więc wyjść z inicjatywą. Siostry ogromnie się od siebie różnią, mają jednak wiele cech wspólnych i ta książka jest właśnie o odkrywaniu tego, co nas łączy, pomimo różnic. 

To, co do mnie nie przemawiało to postacie męskie. Joe to takie ciepłe kluchy, w ogóle nie był interesujący dla mnie, potraktowany po macoszemu, mimo że autorka poświęciła mu sporo stron. Praktycznie niczego się o nim nie dowiadujemy. A Bobby to nieosiągalny ideał, który w normalnym środowisku nie występuje, więc... nie podobał mi się poziom oderwania od rzeczywistości. Autorce zdecydowanie lepiej wychodzi budowanie postaci kobiecych. I może dlatego Gdzie poniesie nas wiatr podobało mi się bardziej - zdecydowanie skupiało się na kobietach, a romans nie był tam tak istotny, jak w Pomiędzy siostrami. 

W książce nie brakuje zabawnych momentów, ale też chwil wzruszeń. Są też takie fragmenty, że przewracałam oczami zniecierpliwiona, bo przypominały mi się filmy w stylu Hallmark Channel. Ogólnie jednak czyta się ją bardzo, bardzo dobrze. Czy polecam? Jasne! Na luźny weekend, kiedy chcemy poczytać coś, co pozwoli nam się oderwać od szarej rzeczywistości :) 

Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty