Douglas Adams "Restauracja na końcu wszechświata" i "Życie, wszechświat i cała reszta"

 


Jak kupowałam Autostopem przez Galaktykę, to zauważyłam, że autor wydał kolejne części. I będąc zakupoholikiem książkowym, którym jestem (obecnie na detoksie), oczywistym było, że kupię wszystkie. No więc... po pierwsze okazało się, że jeszcze nie wszystkie, bo szósty tom serii napisał inny autor po śmierci Douglasa Adamsa, a po drugie... książki czekały ponad rok na przeczytanie (dlatego detoks od zakupów książkowych). A teraz o książce...

Pierwsza część zaczyna się od tego, że kilka minut przed zniszczeniem Ziemi (w celu przygotowania terenu pod budowę międzygalaktycznej drogi szybkiego ruchu), Artur Dent zostaje uratowany przez swojego przyjaciela Forda Prefecta i razem łapią kosmiczną okazję. Wiele przygód później, w których towarzyszyli im Zaphod Beeblebrox, Trillian oraz Marvin, po poznaniu historii powstania Ziemi oraz odpowiedzi na najważniejsze pytanie... ekipa stwierdza, że jest bardzo głodna. Dlatego wyruszają do Restauracji na końcu wszechświata (podróż w czasie do restauracji, która umożliwia zobaczenie końca wszechświata). Nie wiedzą jednak, że tym razem ich misją jest odnalezienie tego, który rządzi tym wszystkim, chociaż cel wizyty pozostaje dla nich niejasny. W międzyczasie, w wyniku pomyłki w podróży w czasie i przestrzeni, drużyna rozdziela się, a Artur i Ford trafiają... na prehistoryczną Ziemię. 

W trzeciej części, Życie, wszechświat i cała reszta, drużyna nadal jest podzielona. Zaphod Beeblebrox przeżywa kryzys egzystencjalny, czym doprowadza Trillian do szału, dziewczyna więc opuszcza jego statek. A Artur i Ford przeskakują w czasie, wykorzystując anomalię czasową i trafiają do czasów współczesnych, kilka dni przed zniszczeniem Ziemi. Tam są świadkami ataku zabójczych robotów z planety Krikkit w czasie meczu krykieta. Chcąc nie chcąc, zostają wciągnięci w kolejną misję ocalenia wszechświata, ponieważ jeśli misja robotów zakończy się sukcesem, to mieszkańcy Krikkitu zniszczą wszelkie istnienie we wszechświecie!

Ciężko mi powiedzieć, która część była bardziej pokręcona. Przy drugiej zdecydowanie więcej się śmiałam, żarty zdecydowanie bardziej mi odpowiadały. Przy trzeciej... chyba była za bardzo odjechana jak dla mnie (np. nauka latania: skocz i po prostu nie traf w ziemię, cała sztuka polega na tym, żeby przestać się koncentrować na lataniu tuż przed uderzeniem w ziemię). Przy czym nawet przy takim stopniu zwariowania... książki czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Rozrywka jest przednia.

I w końcu po trzech tomach mam swojego ulubionego bohatera! Marvin, chronicznie depresyjny robot z problemami egzystencjalnymi. Potrafiłam się naprawdę wczuć w jego sytuację. A może ujawniła się moja chęć chronienia słabszych, bo wszyscy naprawdę paskudnie traktują Marvina. Tak czy inaczej... ze względu na Marvina chętnie przeczytam pozostałe dwie części.

Ale... może nie od razu. Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty