Suzanne Collins "Ballada ptaków i węży"

 


Historia tej książki w moich zbiorach jest mocno złożona. Kupiłam ją tuż po premierze, bo Igrzyska Śmierci to nadal jedna z moich ulubionych trylogii, ale jak to u mnie bywa, odłożyłam ją na półkę i zdążyłam o niej zapomnieć, zagrzebując się w innych książkach. Potem pojawiła się informacja, że do kin wchodzi ekranizacja. A że oboje z Mężem jesteśmy fanami nie tylko książek, ale też filmów, było wiadomo, że chcemy się wybrać. Ale nie udało mi się przeczytać książki przed. A powinnam była, może film byłby dla mnie łatwiejszy w odbiorze.

Ballada ptaków i węży to historia Coriolanusa Snowa w czasach organizacji dziesiątych Głodowych Igrzysk (w trylogii to były już siedemdziesiąte czwarte, wówczas Snow był prezydentem). W chwili rozgrywania się akcji Corio ma osiemnaście lat i z całych sił próbuje utrzymać pozory dawnej świetności swojego rodu. Stara się być najlepszym uczniem w swoim roczniku, by otrzymać stypendium koniecznie do rozpoczęcia studiów. Mimo, że jego rodzina przymiera głodem. Wojna domowa, która zakończyła się dziesięć lat wcześniej nie była łaskawa dla jego rodziny - stracili wszystko, a rodzice Corio zmarli, zostawiając go pod opieką babki wraz z osieroconą również kuzynką  - Tigris (tą projektantką strojów z Głodowych Igrzysk). Poza utratą rodzinnego majątku, Snow boryka się też ze wspomnieniami - bombardowania, wszechobecny głód, złość na dystrykty za powstanie... Chłopak wychodzi z założenia, że rodzina jest najważniejsza, kolegów z klasy traktuje jak konkurencję, mimo że stara się budować z nimi pozytywne relacje. Z perspektywy wygląda to bardziej jak sojusze wojenne, niż przyjaźnie. 

Akcja książki rozpoczyna się w momencie, gdy organizatorzy igrzysk postanowili zmienić nieco formę wydarzenia i uczestnikom z dystryktów przyporządkować mentorów wśród uczniów. Coriolanus zostaje opiekunem młodziutkiej dziewczyny z Dwunastki, Lucy Gray, która przyciąga uwagę publiczności swoim śpiewem. Początkowo chłopak jest zrezygnowany i uważa swój przydział za złośliwość ze strony dziekana szkoły, który zawsze traktował go gorzej, niż innych uczniów, z czasem jednak nietuzinkowa osobowość Lucy Gray daje mu nadzieję na wygraną, a on sam zaczyna się angażować emocjonalnie w tą relację. To z kolei popycha go do złamania pewnych niepisanych reguł, jest gotów na wszystko by ocalić "swoją dziewczynę".

Nie wiem, ile mogę napisać, żeby nie zdradzić zakończenia, chociaż kto zdążył obejrzeć film - ten wie. Inaczej niż zwykle, nie zrobię analizy plusów i minusów. Tym razem skupię się raczej na tym, jak różny odbiór może mieć ta książka. Bo o tym się przekonałam, gdy dyskutowałam na jej temat z moim mężem. Muszę się przyznać, że czytało mi się ją ciężko, skoro znałam zakończenie z filmu. A równocześnie to było zupełnie inne doświadczenie. Film ukazywał również perspektywę Luzy Gray, a książka skupiała się jedynie na przeżyciach Snowa. Jego świat wewnętrzny był zdecydowanie bardziej rozbudowany. I to w sumie wzbudzało mój największy niepokój. Mój mąż twierdzi, że nie da się jednoznacznie potępić Snowa, bo zakochał się w Lucy, a niektóre sytuacje były konsekwencją jego chęci przeżycia mimo wszystko. Trudno się z tym nie zgodzić, ale... ja mam zupełnie inny odbiór Coriolanusa. Wydaje mi się, że kochał Lucy Gray na zasadzie chęci posiadania jej zupełnie na wyłączność. Był o nią zazdrosny i był zaborczy, ale nie interesował się nią jako osobą, dla mnie traktował ją jak rzecz, którą się ma na własność. Był też totalnym oportunistą. Niektóre jego działania nie były nawet podyktowane dobrem jego rodziny, ale przede wszystkim tym, żeby ponieść jak najmniejsze konsekwencje. Dla mnie przez większość czasu był dość... psychopatyczny. 

No i jego wnioski, do których ostatecznie doszedł... że już nikogo nie dopuści na tyle blisko, żeby stracić nad sobą kontrolę. Że będzie się otaczał ludźmi, którzy pozwolą mu osiągnąć jak największe korzyści, może ich nawet nienawidzić... Suzanne Collins zastosowała ciekawy zabieg - w opowieść Coriolanusa wplotła również jego rówieśnika, Sejanusa, który doświadczył podobnych trudności, przy czym jego rodzina wzbogaciła się na wojnie domowej i on nie potrafił się z tym zgodzić. Myślę, że autorka chciała w ten sposób pokazać, że podobne okoliczności mogą kształtować zupełnie różnych ludzi, inaczej rozumiejących siłę. 

Na końcu muszę dodać, że seans filmowy byłby dla mnie zdecydowanie łatwiejszy, gdybym najpierw przeczytała książkę. Dużo lepiej rozumiałabym zachowanie Snowa i historię Lucy Gray. I byłabym przygotowana na sceny, które były dla mnie trudne. Tak, w tym miejscu musze się przyznać, że niespecjalnie przepadam za filmami, które wywołują tak silne emocje.

W każdym razie! Polecam lekturę! Daje dużo do myślenia :) Ja po niej nie mogłam spać przez jakiś czas. 

Komentarze

Popularne posty