Brianna Labuskes "Strażniczka spalonych książek"
Czasami jeszcze miewam przebłyski, że spontanicznie kupuję książkę z historiami około wojennymi. Nie zawsze są to udane zakupy, tym razem jednak cieszę się, że skusiłam się na Strażniczkę spalonych książek. I aż jestem ciekawa czy autorka napisała coś jeszcze (tak, napisała, ale kupię dopiero jak przeczytam coś z książek, które już posiadam).
Strażniczka spalonych książek to historia trzech kobiet na przestrzeni 10 lat - każdą z nich poznajemy na innym etapie. W Nowym Jorku z 1945 roku poznajemy Viv, młodziutką wdowę po amerykańskim żołnierzu, która ma poczucie ogromnej misji i jest zaangażowana w program wysyłania książek dla walczących na froncie, dla podniesienia ich morale. Obecnie program jest zagrożony ze względu na poprawkę do ustawy, która bardzo mocno rozszerza cenzurę, a która jest narzędziem politycznym przeciwko reelekcji prezydenta Roosvelta.
Drugą kobietą jest Althea, która po swoim pierwszym sukcesie wydawniczym, trafia z USA do Berlina w 1933 roku. Młoda kobieta nie jest jednak świadoma, że jest częścią propagandy Goebbelsa i dopiero na miejscu zaczyna się orientować, jak naprawdę wygląda sytuacja Niemiec po objęciu stanowiska kanclerza przez Hitlera. Poznaje Berlin oczami nazistów, pozornie pragnących w końcu pokoju po wojnie, a potem oczami prześladowanych komunistów i Żydów.
Trzecią kobietą jest Hannah, Żydówka uciekająca przed koszmarem hitlerowców do Paryża i próbująca ułożyć sobie tam życie na nowo po aresztowaniu brata. Jest 1936 rok, ale Hannah jest przerażona nastrojami w Europie, coraz częściej w Paryżu spotyka się z ksenofobicznymi zachowaniami i zaczyna dostrzegać widmo kolejnej wojny.
Losy tych trzech kobiet splatają się ze sobą w walce o miłość, zdrowienie po wojnie, ale przede wszystkim w walce o książki, które każda z nich darzy ogromną miłością.
Mnie osobiście lektura mocno wciągnęła, chociaż nie jest to książka najbardziej ambitna. Zakończenie dość przewidywalne - jak to w takich książkach bywa, ale sama historia, która zaczyna się tak naprawdę przed drugą wojną światową i delikatnie zarysowuje skrajne poglądy w społeczeństwie niemieckim, gdy Hitler obejmował urząd... to było bardzo interesujące. I narzędzia propagandy - co prawda tylko delikatnie liźnięte, ale jednak - mnie osobiście bardzo to zainteresowało.
Autorka pisze w lekkim stylu o rzeczach trudnych, dzięki temu ta książka nie obciąża tak głowy, jak inne pozycje, które zdarzyło mi się czytać w tym temacie. Tym bardziej, że to sama książka jest tak naprawdę w centrum.
Bohaterki wyraziste i nieźle skonstruowane. Althea, która z głębokiej prowincji zostaje wrzucona na salony, która początkowo ma być tylko ładną buzią programu Goebbelsa, stopniowo zyskuje swój głos i odwagę do wyrażania siebie. Hannah o jasno sprecyzowanych wartościach dowiaduje się, że świat nie jest czarno-biały i uczy się akceptować szarości i być bardziej elastyczna. I Viv, która potrzebuje zbudować swoją kobiecą siłę i przekonanie, że może wszystko, przekonuje się, ile determinacji wymaga ścieżka, którą sobie obrała. Wszystkie trzy bohaterki naprawdę polubiłam i mocno im kibicowałam (mimo spodziewanego zakończenia, które było dokładnie takie, jak podejrzewałam).
Czy polecam? Jak najbardziej! Nie będzie to czas zmarnowany, bo książkę naprawdę dobrze się czyta :) A może kiedyś uda mi się dotrzeć do innej książki tej autorki... ciekawa jestem czy będzie mi się ją czytało równie dobrze.


Komentarze
Prześlij komentarz