Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga"
Gdyby nie lista, pewnie bym tej książki nie dokończyła. I nie dlatego, że jest zła. Dlatego, ze jest zupełnie nie w moim stylu. Początkowo się nią zachwyciłam, potem zaczęła mnie męczyć. Miałam postanowienie, ze czytam dwie lekcje na dzień... potem się wzięłam za ósmy tom Strike'a i w sumie ją odłożyłam. A potem, totalnie nią sfrustrowana, przeczytałam ją, byle szybciej. Skończyłam. I się podzielę faktem, że skończyłam :)
Bóg nigdy nie mruga to zbiór pięćdziesięciu lekcji, w których autorka przeplata doświadczenia własne oraz ludzi spotkanych na swojej drodze, a każda lekcja ma stanowić pewne pocieszenie w trudniejszych momentach własnego życia i zakorzenienie optymizmu.
Regina Brett do dziennikarka, felietonistka, której felietony zrobiły sporą furorę w Stanach Zjednoczonych, a potem jej książki (bo ostatecznie wydała ich dziewięć) stały się sławne na całym świecie.
Może etap w moim życiu nie pozwolił na większe zaangażowanie z mojej strony, a może zaczęło mi przeszkadzać w tych książkach co innego, ale ostatecznie czytało mi się ją... źle. Widać, że Brett jest bardzo religijna... i to jest mój główny problem z tą książką, chociaż nie powinien być, bo tytuł książki to Bóg nigdy nie mruga. Dla mnie osobiście było to trudne do czytania, bo wydawało się... jakieś takie infantylne. Za to pierwsze dwie lekcje zapadły mi głęboko w pamięć.
1. Życie nie zawsze jest sprawiedliwe, ale zawsze jest dobre.
Jest to historia wędrującej czapeczki z daszkiem z napisem "Życie jest dobre". Historia jest wzruszająca, a ja takiego właśnie przypomnienia potrzebowałam w tamtej chwili.
2. Kiedy nie wiesz co robić, nie wybiegaj mocno na przód, ale zrób jeden właściwy krok.
Czy jakoś tak. Właściwym przekazem tej lekcji jest to, że gdy nas wszystko przytłacza, a myślenie o przyszłości wywołuje silny stres i lęk, wtedy warto zastanowić się nad tylko jednym krokiem i okazuje się, że zawsze to będzie dobry krok dla nas. Na tamtym etapie, gdy to czytałam, naprawdę potrzebowałam właśnie takiej lekcji. Spróbowałam, wybrałam coś, czego potrzebowałam, a zaplanowanie każdego kolejnego kroku robiło się coraz łatwiejsze. Dzięki temu udało mi się wybrnąć z punktu, w którym utknęłam na dłuższy czas.
Żeby nie było, potem było wiele wartościowych lekcji, ale żadna już nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, a wplatane co chwilę odniesienia religijne mocno mnie zniechęciły. Jednak jestem przekonana, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Nawet jeśli nie jest wierzący (tak, jak ja), to może się okazać, że potrzebuje lekcji, która znajduje się w tym zbiorze.
Przy czym, żeby była jasność... przeczytałam książkę z plakatu i na tym poprzestanę, jeśli chodzi o twórczość Reginy Brett. Na razie w zupełności mi wystarczy :)


Komentarze
Prześlij komentarz