Lewis Carroll "Przygody Alicji w Krainie Czarów"

 


Kolejna książka, której absolutnie nie trzeba przedstawiać, bo chyba każdy zna historię Alicji w Krainie Czarów. Nawet jeśli nie z książki, to z licznych ekranizacji. Młoda chciała wziąć udział w uzupełnianiu listy 100 książek, które warto przeczytać, dlatego tym razem na tapetę wzięliśmy właśnie Alicję. Co prawda nie ja ją czytałam, ale mój mąż, ale przy okazji skorzystałam, żeby posłuchać i sobie odświeżyć. 

Pewnego dnia Alicja, w pogoni za Białym Królikiem (kto nie poszedłby za królikiem w ubraniu, który niesie kieszonkowy zegarek?), wpada do króliczej nory i tym samym trafia do świata przypominającego sen. Dziewczynka raz rośnie, a raz maleje po wypiciu tajemniczego napoju i zjedzeniu ciastka. Na swojej drodze spotyka licznych mieszkańców dziwnej krainy, którzy również są mocno nieprzeciętni, np. Mysz, która śmiertelnie boi się kotów, Pan Gąsienica, palący fajkę wodną, Kota z Cheshire, Zwariowanego Kapelusznika  Marcowego Zająca, aż w końcu rozgrywa partię krokieta z Królową Kier. 

Niby jest to książka dla dzieci, ale jak zaczęłam zbierać informacje na jej temat, dowiedziałam się, że właściwie... niespecjalnie. Każda z ważniejszych postaci jest odpowiednikiem kogoś, kogo autor znał w tamtym czasie. Jest swego rodzaju satyrą pełną odniesień do jego przyjaciół i wrogów, ale również do szkolnych wierszyków, których uczyły się dzieci w XIX wieku. Ma też ukazywać absurdalności snów,  ich absolutny brak logiki. 

Nie wszystkim odpowiada absurdalność książki Carolla, np. mój mąż miał miejscami serdecznie dość tej książki. Ja natomiast fantastycznie się bawiłam podczas lektury. Przygody Alicji w Krainie Czarów zwalniają trochę z logicznego myślenia, pozwalają cieszyć się swobodną i nieograniczoną wyobraźnią. Bohaterowie są nietuzinkowi i zapadający w pamięć. Dla mnie jest to ten rodzaj klasyki, który powinien być obowiązkową lekturą w szkole (chociaż dla starszych uczniów), ponieważ daje duże pole do popisu jeśli chodzi o interpretację oraz poszukiwanie ukrytych znaczeń. 

I jak o każdym klasyku... i tym razem recenzja nie będzie zbyt długa, ponieważ ciężko mi pisać negatywne rzeczy o czymś, co uważam za naprawdę dobre. Nie ma też możliwości głębszej analizy charakterów czy konstrukcji psychologicznej postaci... więc zwyczajnie zakończę - polecam! Na wieczory z dzieckiem lub żeby sobie samemu odświeżyć i spojrzeć na książkę w bardziej "dorosły sposób". A teraz uciekam do kolejnej lektury!

Komentarze

Popularne posty