Erin Morgenstern "Cyrk Nocy"

 

Nie pamiętam książki, która wzbudziłaby we mnie aż taki zachwyt ostatnio. I żeby nie było - jest wiele książek, które w ostatecznym rozrachunku podobały mi się bardziej, ale ta... ta po prostu była absolutnie magiczna! Na wielu poziomach! 

Na zakup Cyrku nocy zdecydowałam się ze względu na zachwycającą okładkę. Reklama wyświetliła mi się kilkukrotnie, gdy zamawiałam podobne gatunkowo książki, więc po prostu dodałam do koszyka. A potem, jak zwykle - odłożyłam na półkę i czekała na swoją kolej. Ale okładka przyciągała mnie dalej. Przeczytałam z zapartych tchem w niecałe 24 godziny... a potem się przekonałam, że ten tytuł schował się wśród innych na plakacie 100 książek! Niektórzy twierdzą, że to świadomość podpowiedziała mi ten zakup!

No to teraz kilka słów o samej książce :)

Dwóch największych magików XIX wieku staje do wysublimowanego pojedynku. Każdy z nich ma inne spojrzenie na magię oraz jej zastosowanie, a w konsekwencji - inne metody jej nauczania. Pojedynek polega zaś na wystawieniu swoich uczniów i sprawdzeniu, który z nich jest bardziej biegły w używaniu swoich magicznych talentów. Nie znając zasad pojedynku, ani ceny za przegraną, a początkowo nawet nie wiedząc, kto jest ich przeciwnikiem, Celia i Marco wymyślają coraz to nowe sposoby, żeby zaskoczyć przeciwnika. Przy okazji są sobą coraz bardziej zafascynowani, aż w końcu zakochują się w sobie. Ale na to uczucie nie ma miejsca w pojedynku mistrzów...

Areną pojedynku jest wędrowny cyrk, stworzony przez londyńskiego reżysera, Chandresha Lefèvre'a, który wraz z grupą przyjaciół tworzy projekt wydarzenia, które ma zadziwić współczesny świat. Nie jest jednak świadom celu, w jakim powstał cyrk, ani faktu, że w żaden sposób nie kontroluje tego, co się w nim dzieje. Sam cyrk jest absolutnie magiczny, a jedynym ograniczeniem jego atrakcji jest wyobraźnia dwójki młodych adeptów magii. 

Jednak nie da się długo utrzymać tak dużego przedsięwzięcia w ryzach, nawet jeśli jego paliwem jest ambicja dwóch mistrzów magii...

Muszę się przyznać, że historia Marca i Celii wcale nie była dla mnie głównym powodem, dla którego tak pochłonęła mnie ta książka. Chodziło o cyrk! Opisy atrakcji, jego tajemniczość, fakt, że otwiera swoje bramy tylko po zmierzchu, by czarować publiczność kolejnymi niezwykłościami. I historia małego chłopca, tak zakochanego w cyrku, że ostatecznie postanawia mu poświęcić swoje życie. Celia i Marco to dla mnie wątek poboczny, historia naznaczona ogromnym cierpieniem i nikłą szansą na to, że będą mogli być razem... Samo zakończenie ostatecznie mnie zaskoczyło, a książkę zamykało mi się z ciężkim sercem - w ogóle kurcząca się liczba stron mnie przerażała, a z drugiej strony nie potrafiłam się oderwać od lektury.

Żeby nie było, nie było aż tak idealnie. Nie przepadam za książkami, w których narracja jest prowadzona w czasie teraźniejszym. Czyta mi się je jakoś... ciężko. I tutaj było podobnie. 

Nie udało mi się do końca zrozumieć Celii. Tak, jak Marco był opisany w sposób pozwalający zrozumieć jego motywy działania oraz z czasem polubić - choć nie zawsze z uwagi na to, jak traktował Chandresha - to główna bohaterka była dla mnie postacią, która średnio wzbudzała moją sympatię. Nie bardzo jednak potrafię wyjaśnić, dlaczego dokładnie. Może częściowo przez jej ojca, pod którego wpływem pozostała niemal do końca powieści. Cóż... może przy kolejnym przeczytaniu lepiej zrozumiem tę postać :)

Bo na pewno zamierzam przeczytać drugi raz tę książkę! Bez żadnej dyskusji, odczekam tylko jakiś czas, żeby zatarły się pierwsze wrażenia i żebym mogła się znów nacieszyć lekturą.

A tymczasem, idę szukać jakiejś innej lektury. Chociaż podejrzewam, że po tej ciężko będzie mi znaleźć coś, co wciągnie mnie równie mocno! No i zaczyna się też ten czas w mojej pracy, kiedy coraz ciężej jest wysupłać parę godzin na lekturę. Ale! Najpierw trzeba przekopać regały! Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty