Liane Moriarty "Dziewięcioro nieznajomych"

 


Nie wiem czy książki Liane Moriarty będą w stanie kiedykolwiek mi się znudzić. Naprawdę! To już kolejna jej książka w moich zasobach (tymczasowo, bo potem powędruje jako darowizna do zaprzyjaźnionej biblioteki), a ja jeszcze nie jestem nią znudzona.

Czy dziesięć dni może zmienić całe Twoje życie? Dziewięcioro nieznajomych przekona się o tym osobiście, przyjeżdżając do tajemniczego ośrodka odnowy biologicznej, by "całkowicie przemienić umysł i ciało". Przemycają wino, papierosy i książki, ale są gorsze rzeczy, które mają do ukrycia. Nie przypuszczają, że ekscentryczna właścicielka ośrodka zmusi ich do zmierzenia się z tymi sekretami w bardzo... niekonwencjonalny sposób. 

W książkę wciągnęłam się od pierwszych akapitów. Moriarty potrafi zrobić coś takiego, że czytelnik natychmiast przywiązuje się do bohatera, który jest bardzo ludzki, ma swoje dobre momenty, ale również sporo przywar. A tutaj takich osobowości jest zdecydowanie więcej - oprócz tytułowych dziewięciu, jest jeszcze tajemnicza właścicielka spa oraz jej pracownicy, którzy sami zmagają się z własnymi problemami. 

I w tym miejscu muszę przyznać, że sama książka rozwija się dość absurdalnie, co odbiega od stylu autorki, która przyzwyczaiła mnie w poprzednich książkach do tego, że zajmuje się zwykłymi ludzkimi problemami i ich wpływem na relacje międzyludzkie. Tutaj spotykamy Maszę, która przeżyła swego rodzaju katharsis i postanawia się tym doświadczeniem podzielić z innymi, tworząc Tranquillum House. Jej pomysły są coraz bardziej szalone i często oderwane od rzeczywistości, niekoniecznie skupiają się na problemach jej kuracjuszy, a jej własnych przekonaniach na ten temat. A równocześnie w międzyczasie stałam się fanką seriali dokumentalnych i jestem w stanie uwierzyć, że są ludzie, którzy wpadają na podobne pomysły i Moriarty znów w pewnym stopniu zaczerpnęła inspirację z życia, choć wydaje się ona groteskowa. 

Nadal najmocniejszą stroną książek tej autorki jest opis samych relacji między ludźmi. Sposób budowania zaufania, jak pewne doświadczenia odbijają się na ludziach i jak jedno zdarzenie może w zupełnie różny sposób kształtować różnych ludzi. Ponownie Moriarty porusza ważne tematy w formie, która nie przytłacza czytelnika: żałoba po nagłej śmierci, przeżywanie kryzysu małżeńskiego, samoocena i postrzeganie swojego ciała. Rzeczy, które wyciskają na nas głębokie piętno, a równocześnie próbujemy jakoś z tym żyć dalej. I chociaż początkowo traktowałam ośrodek Maszy jako swoistą satyrę, to jednak z perspektywy czasu (a dałam sobie chwilę, żeby to napisać), są takie treści w tej pozycji, do których wracam stale myślami. 

Czy polecam? Książki Moriarty zawsze i każdemu, to lubi specyficzną obyczajówkę. Gdzie niekoniecznie fabuła ma znaczenie, ale sam sposób budowania postaci i relacji między nimi. A w tym autorka jest absolutną mistrzynią!

Komentarze

Popularne posty