Michael Ende "Niekończąca się historia"

 


Wśród książek, które darzę ogromnym sentymentem swoje miejsce ma również Niekończąca się historia. Nie ma tej książki na żadnej liście, ale staram się pokazywać Młodej klasyki literatury i tym razem na dobranoc czytałyśmy właśnie Niekończącą się historię. Trochę nam się zeszło, bo to grube tomiszcze jednak jest i ma długie rozdziały... ale przeczytałyśmy! I czas się podzielić refleksją.

Bastian to chłopiec, który nie ma łatwo w życiu. Zmarła mu matka, a ojciec pogrążony w żałobie niemal nie zauważa syna. Dodatkowo w szkole jest wyśmiewany i nielubiany. Pewnego dnia, uciekając przed swoimi prześladowcami, kryje się w antykwariacie, gdzie poznaje pana Koreandera. Ale to nie właściciel jest tutaj ważny, a książka, którą Bastian kradnie z tego antykwariatu... książka pod tytułem Niekończąca się historia.  Chłopiec ukrywa się na strychu szkoły, decydując się na ucieczkę (jest przekonany, że nikt nie zauważy, a poza tym właśnie ukradł książkę) i wraz z historią przenosi się do świata Fantazjany. A Fantazjana jest w niebezpieczeństwie, ponieważ Dziecięca Cesarzowa jest bardzo chora. Bastian całkowicie zatapia się w magicznym świecie i towarzyszy w Wielkiej Wyprawie małemu myśliwemu Atreju, którego wybrała cesarzowa, aby znalazł dla niej lekarstwo. Nie wie, że przy okazji czeka go podróż, która całkowicie go odmieni...

Pamiętam, że czytałam tę książkę będąc dzieckiem i mnie zachwyciła. Ten sam zachwyt chciałam pokazać Młodej... i sama wsiąkłam w książkę, bo okazało się, że naprawdę wielu rzeczy nie pamiętałam. Czytałyśmy z zapartym tchem, momentami się zaśmiewając, a czasami ze zgrozą. I łamiąc język na wymyślnych imionach postaci z Fantazjany. 

Dla mnie ta książka stanowi ogromną inspirację. Mamy pokazane piękne wzorce: dzielnego i prawego Atreju, który kieruje się przede wszystkim empatią i ma na względzie dobro swoich przyjaciół. Ale dużo bardziej inspirujący jest Bastian, którego czasami ciężko jest lubić, bo bywa samolubny, zbyt pewny siebie... i właściwie stale ucieka przed prawdziwym sobą, bo sam siebie nie lubi. Ale podróż po krainie fantazji pozwala mu lepiej siebie poznać i przy okazji polubić. Jest to lekcja, której potrzebuje tak naprawdę każde dziecko. 

Mnogość światów, postaci i przygód zachwyci każdego fana baśni. Miejscami byłam nieco zaskoczona brutalnością przedstawionych światów. Niektóre fragmenty były zdecydowanie zbyt trudne dla Młodej i spędziłyśmy trochę czasu na dyskusjach na ten temat. Ale to też miało swoją ogromną wartość, bo rozmawiałyśmy o nurtujących ją rzeczach i te rozmowy były niezłą lekcją dla nas obu. A najważniejszą z tych lekcji jest fakt, że każdy z nas może podróżować do Fantazjany, trzeba tylko zachować otwarty umysł. 

Zdecydowanie nie potrafię podejść krytycznie do tej książki, bo jest jedną z moich ulubionych. Czytając jako dziecko zachwyciłam się nią po raz pierwszy, a jako dorosła... po raz drugi, odkrywając zupełnie nowe rzeczy. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kiedyś Młoda zdecyduje się na ponowną lekturę tej książki, być może swoim własnym dzieciom. 

Rzadko mi się to zdarza, ale tutaj też muszę się zachwycić wydaniem książki. Przecudna okładka, która jest odwzorowaniem tej opisanej w książce. Nie pamiętam, żeby wydanie, które czytałam jako dziecko miało taką oprawę graficzną (ale też... czego oczekiwać po książce, którą czytałam jakieś dwadzieścia lat temu). I kolorowa czcionka, która ma ułatwiać czytelnikowi rozeznanie - czerwona dla historii Bastiana i zielona dla Fantazjany. Coś pięknego! 

Czy po tych zachwytach muszę jeszcze pisać, że zdecydowanie polecam? A napiszę! Dla podkreślenia. Bo polecam każdemu rodzicowi, żeby odbył tę podróż do Fantazjany ze swoim dzieckiem. A tym bezdzietnym też polecam. Bo warto sobie czasami przypomnieć, że nie zatraciliśmy umiejętności podróżowania do Fantazjany, będac przytłoczonym codziennymi obowiązkami!

Komentarze

Popularne posty