Kelly Barnhill "Syn wiedźmy"
Już wspominałam wcześniej, że absolutnie uwielbiam powieści z motywem baśniowym. Od Syna wiedźmy nie mogłam się wprost oderwać! Kelly Barnhill absolutnie zaspokaja moje potrzeby na tego rodzaju literaturę i z chęcią przeczytam wszystko, co wyjdzie spod ręki tej utalentowanej pisarki! (Pst, Dziewczynką, która wypiła księżyc też byłam zachwycona!)
W pewnej wiosce żyła czarownica, która miała dwóch synów. Pewnego dnia jeden z nich zginął w tragicznym wypadku, a zrozpaczona matka, w rozpaczliwej próbie ratowania życia drugiego, Neda, wszyła mu duszę brata, nie przewidując dalszych konsekwencji swego czaru. Za wioską był las, a za lasem mieszkała Aine, córka Króla Zbójców, prześladowana przez przepowiednię umierającej matki: "Uratujesz życie niewłaściwemu chłopcu, a on uratuje życie tobie". Losy tych dwojga skrzyżują się w absolutnie niezwykły sposób i będą musieli się nauczyć ufać sobie nawzajem, żeby móc zapobiec wojnie dwóch królestw.
Ogromnie lubię bohaterów kreowanych przez Barnhill. Mają wady i zalety. Są targani swoimi zachciankami, a bohaterami zostają czasami z przypadku. Nie zawsze podejmują oczywiste decyzje. Ned jest chłopcem niosącym ogromne brzemię śmierci swojego bliźniaka, żyjący cały czas z przekonaniem szeptanym przez innych po kątach, że umarł niewłaściwy brat. Za to Aine jest nadmiernie odpowiedzialna, dąży do perfekcji, co również jest dla niej ogromnym obciążeniem.
Bardzo, bardzo, bardzo! spodobała mi się kreacja magii, jako czegoś żywego, pradawnego, co potrafi człowieka, który próbuje posługiwać się magią zwieść na manowce. Magia opętuje Króla Zbójców i usiłuje zwieść Neda, nie zawsze stosując się do jego życzeń. Już w Dziewczynce, która wypiła księżyc magia była czymś innym niż w standardowych bajkach i miała swoje konsekwencje. W Synu wiedźmy magia jest jeszcze bardziej niebezpieczna i zwodnicza.
Lekkość narracji sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie, jednym tchem. I znów Barnhill porusza trudne tematy w swojej powieści, ale robi to w taki sposób, że nie obciąża tym czytelnika. Mam wrażenie, że tutaj motywem przewodnim była żałoba po stracie i jak sobie z nią poradzić. Ukazanie, że niektórym żałoba towarzyszy, jak wszyta dusza ukochanej osoby, a niektórych przytłacza tak, że zatracają swoje prawdziwe ja, próbując nie widzieć swojego bólu.
Niezwykła, absolutnie niezwykła książka. Gorąco polecam!


Komentarze
Prześlij komentarz