Kazuo Ishiguro "Malarz świata ułudy"
Wstyd się przyznać, ale niemal nie mogłam się zmusić do przeczytania tej książki. Tyle tylko, że zaczęłam ją już dawno temu i wypadało w końcu dokończyć (tak w ogóle zaczynam być przerażona ilością Zaczętych-I-Zostawionych-Książek w moim repertuarze... muszę poćwiczyć konsekwencję).
Jest rok 1948. Zniszczona wojną Japonia przeżywa czas gruntownych przewartościowań i opłakuje swoich poległych żołnierzy. Z ruin powstaje nowy świat, łączący w sobie wartości japońskie i amerykańskie wpływy. Emerytowany malarz, Masuji Ono, nie potrafi uwolnić się od przeszłości, tym bardziej, że czuje się z niej rozliczany przez swoje własne córki i ich mężów. Dlatego postanawia stawić jej czoło raz na zawsze.
Kazuo Ishiguro ma naprawdę specyficzne pióro. Trochę lepiej zrozumiałam je po tym, jak w czasie lata oglądałam dokument Netflixa, wyprodukowany we współpracy z japońską policją. Sposób prowadzenia narracji na temat śledztwa przypominał refleksyjność i metaforyczność stylu pisarza. A jednak w ostatnim czasie naprawdę ciężko mi się było skupić na tej książce, mimo że była stosunkowo krótka. I naprawdę dobra.
Historia Japonii przedstawiona oczami poetyckiego malarza naprawdę mnie zafascynowała. Może dlatego tym razem tak długo czytałam tę książkę, bo doszukiwałam jeszcze informacje związane z Japonią w czasie drugiej wojny światowej w internecie. Ale też dlatego, że muszę przyznać, że bardzo długo nie rozumiałam konstrukcji psychologicznej głównego bohatera.
Ono stara się żyć teraźniejszością, ale zmiany w Japonii go przerażają. Wspomina dawne czasy, gdy był uznanym malarzem i był otoczony swoimi uczniami. Pamięta o miejscach, które odwiedzał, a które zniknęły. Nie potrafi zbudować relacji ze swoimi córkami i wydaje mi się, że kieruje się tutaj poczuciem winy wobec nich - poczuciem winy wzbudzonym przez śmierć ich brata na froncie oraz śmierci matki w bombardowaniu. Ponadto ma wrażenie, że szczęście jego młodszej córki, będącej w trakcie układów przedmałżeńskich, zależy od tego, jak jego przeszłość postrzegają przyszli teściowe córki. W powieści bardzo długo nie jest wyjaśnione, co przed wojną zrobił Ono, żeby zasłużyć na takie potępienie społeczeństwa. Dopiero później pojawiają się wskazówki, że był zwolennikiem nacjonalizmu i socjalizmu i tworzył sztukę nacechowaną politycznie, co wzbudzało lęk w jego nauczycielu.
Ostateczna refleksja jest dosyć smutna. Ono przeceniał mocno swoją rolę w czasach wojny i rozważał różne sposoby zadośćuczynienia za to, jakie idee wyznawał w tamtym czasie. Ostatecznie wszystko zostało wyjaśnione, chociaż nic nie zostało powiedziane wprost.
Książki Ishiguro to trudna lektura. Po Okruchach dnia i Klarze i słońcu już wiem, że wymagają większej refleksji i szukania drugiego dna. Tym razem nieco brakło mi cierpliwości do tego i książkę czytało mi się wyjątkowo ciężko.
Natomiast nadal uważam, że jest to lektura absolutnie warta przeczytania i polecenia. Można znaleźć pewne motywy, które pozwolą odnieść rozważania Ono do siebie i można też pochylić się nad swoim życiem troszeczkę. Zwłaszcza w kontekście tego, że często przeceniamy swoją rolę w różnych wydarzeniach i zagrzebujemy się w poczuciu winy i samobiczowaniu.
I nie potrafię, niestety, napisać nic więcej. Pióro pisarza jest na tyle specyficzne, że nie da się przeprowadzić głębszej analizy tej książki, bez wchodzenia w meandry fabuły i bez zdradzania zakończenia. Dlatego idę szukać kolejnej lektury. Dla odmiany coś lżejszego. Ciężko już było :)


Komentarze
Prześlij komentarz