Jenny Balckhurst "Córka mordercy"

 

Od jakiegoś czasu ta książka mnie przyciągała. Nawet sobie ją ściągnęłam na czytnik, ale ten poszedł w odstawkę. Aż przy dosyć spontanicznym wypadzie do Empiku, kupiłam sobie ją w wersji papierowej. I... muszę przyznać, że tym razem zdecydowanie książka nie dorosła do moich oczekiwań. 

Kathryn miała pięć lat, kiedy jej ukochany tata zabił jej najlepszą przyjaciółkę, również pięcioletnią, Elsie i ukrył jej ciało tak, że nigdy nie udało się go odnaleźć. Po dwudziestu pięciu latach od tamtych zdarzeń, kobieta nadal nie może sobie z tym piętnem poradzić. Jest trzeźwią alkoholiczką, ale nie potrafi utrzymać stałej pracy, nie nawiązuje głębszych przyjaźni. Za to regularnie odwiedza w więzieniu ojca, który odsiaduje wyrok dożywocia i próbuje się dowiedzieć, gdzie ukrył ciało swojej ofiary. Na domiar złego, Kathryn prześladują dziennikarze, którzy nie dają jej zapomnieć o tym, kim jest jej ojciec. 

W dwudziestą piątą rocznicę zaginięcia Elsie, z lasku, z którego zniknęła dziewczynka, znika kolejne dziecko. Pięcioletnia Abigail do złudzenia przypomina małą Elsie. Dlatego Kathryn zaczyna podważać wydarzenia sprzed ćwierć wieku i winę swojego ojca. Tajemnicza wiadomość od matki, którą ta nagrywa dla niej tuż przed podjęciem próby samobójczej, wzbudza w kobiecie dodatkowe podejrzenia. Kathryn jest zdeterminowana, by wreszcie uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania i poradzić sobie z traumą swojego dzieciństwa, dlatego wraca w swoje rodzinne strony i włącza się w poszukiwanie zaginionej dziewczynki. Już pierwszej nocy przekonuje się, że na wyspie jest ktoś, kto bardzo jej tam nie chce...

Opis przyciągnął mnie do tej książki jeszcze bardziej, niż sama okładka. Naprawdę długo za mną chodził jej zakup, a dodatkową motywacją były dosyć dobre recenzje i nachalne reklamy. Niestety, ostatecznie okazało się, że książka mnie rozczarowała. Ale po kolei!

Bardzo spodobały mi się bohaterki książki. Co prawda Kathryn była dosyć miałka - skupiona na swojej tragedii, egoistyczna i pozbawiona empatii (to z rzeczy, które mi się w niej nie podobały), nie zawsze podejmująca racjonalne decyzje. Ale równocześnie wykazująca się gotowością do działania. Nie wszystkie elementy tej postaci były spójne. Bo jeśli ktoś wychowuje się całe życie z piętnem bycia córką mordercy i jest prześladowany przez dziennikarzy, to posiadając charakterystyczną urodę, raczej nie wraca w rodzinne strony, prawda? Natomiast pozostałe dwie postaci, komisarz policji i policjantka, której zadaniem było pilnować Kathryn, podobały mi się bardzo. Odważne, inteligentne, niezależne. Fajny materiał na osobną książkę, serio. 

Fabuła od samego początku była grubymi nićmi szyta. Mamy skazanego na dożywocie faceta, który wiadomo, że odsiaduje wyrok, ale gdy ginie kolejna dziewczynka to niemal wszyscy poszukują powiązania ze starą sprawą? Meeeeh, nie kupuję tego. Natomiast napięcie było budowane z dużym wyczuciem, duszny klimat małego miasteczka kazał mi czytać kolejne strony. Naprawdę się wciągnęłam w tę książkę. Aż do momentu, kiedy całe napięcie się posypało, a do końca została jeszcze jedna trzecia książki. I ostateczne rozwiązanie (w tym odzyskane wspomnienia Kate). No masakra po prostu... byłam straszliwie rozczarowana. Nieracjonalnością tego zakończenia, rozwalonym napięciem i poczuciem niedosytu po takim, a nie innym rozwiązaniu. 

Z pisarką wiązałam duże nadzieje. Myślałam, że znalazłam kogoś, kto zastąpi mi Lisę Gardner. Ale chyba ten gatunek mi po prostu nie leży. Z czasem to wszystko staje się przewidywalne: motywy, prowadzenie śledztwa, rozwiązania... Mam jeszcze swojego Cormorana Strike'a i chyba na razie przy nim pozostanę. Siódmy tom nadal na mnie cierpliwie czeka, chyba wkrótce się doczeka, żebym zaczęła go czytać :)

Tymczasem!

Komentarze

Popularne posty