Marcin Masłowski "Czteropalczaści"
Nie pamiętam już okoliczności, w jakich zakupiłam tę książkę. Leżała na mojej półce i leżała, a ją tylko przekładałam na kolejne stosiki. I napiszę wprost - teraz, po lekturze, zupełnie nie rozumiem, dlaczego pozwoliłam jej leżeć tak długo! Oczywiście, kupiłam już kolejne części (ponieważ jestem tak konsekwentna w niekupowaniu kolejnych książek, gdy moje stosiki tylko rosną, zamiast maleć), chociaż nie wiem, kiedy się zabiorę za ich czytanie... Tyle książek na mnie czeka!
Mam specyficzny stosunek do polskich autorów. Z reguły ich nie lubię. Sapkowskiego kiedyś łykałam bezkrytycznie, ale z czasem trochę mi ta fascynacja przeszła. Polskich książek kryminalnych w ogóle nie tykam. Mam na liście Mortkę, ale jakoś nie mogę się zabrać... Dlatego tym większym zaskoczeniem był Marcin Masłowski i jego Czteropalczaści (chociaż nie rozumiem za bardzo tytułu książki, ponieważ ostatecznie nie było w niej zbyt wiele o samych Czteropalczastych).
Cztery miasta-twierdze. Wypełnione intrygami i gierkami politycznymi, czasami wręcz otwartą walką o władzę. Bogowie z Ragnarok nie dostają obiecanych dostaw melotu. Postawieni przed wizją upadku miasta, postanawiają zareagować zdecydowanie i wyruszają na wojnę. Mistrzowie z twierdzy Hrothgar, którzy są odpowiedzialni za dostawę melotu, od lat prowadzą własną walkę o wpływy, handlując dziećmi, które wychowują w swojej wieży. Przy okazji prowadzą eksperyment, który od lat owiany jest tajemnicą, ale najważniejszą jego częścią jest Ceremonia Krwi, która musi zostać przełożona przez widmo wojny z bogami. Mistrzowie wzywają na pomoc w obronie twierdzy górali z kopalni melotu, tytułowych Czteropalczastych.
Tymczasem w niezdobytym mieście asasyni mrocznego klanu mordują starego króla, a na tron wstępuje jego młody, niedoświadczony syn. Wrogowie miasta zawiązali sojusz przez małżeństwo swoich dzieci, sytuacja polityczna między miastami jest bardziej narażona na konflikt, niż kiedykolwiek.
Nieco rozbudowałam opis podany na okładce, bo tamten nie wydawał mi się aż tak adekwatny do samej treści książki. Czteropalczastych warto potraktować jako pewne wprowadzenie w uniwersum stworzone przez Masłowskiego (a przynajmniej ja to tak odbieram po lekturze). Poznajemy historię czterech miast, panujące w nich zwyczaje i układy, pewne zakusy na władzę i intrygi polityczne. Poznajemy postacie, do których możemy się stopniowo przywiązywać, jednak głównym bohaterem wydaje się być nastoletni Ymir, który przewodniczy grupie przyjaciół i w którymś momencie postanawia uciec z twierdzy Hrothgar, by uniknąć Ceremonii Krwi i sprzedania jakiemuś szlachcicowi.
W internecie widziałam porównania do polskiej Gry o tron i muszę się z tym porównaniem zgodzić. Książka imponuje przywiązaniem do szczegółów i budowy świata, walka o władzę, spiski, wojna, układy i... przeznaczenie. Pióro autora jest lekkie i barwne. W prostych słowach potrafi nakreślić świat, który czytelnika po prostu wciąga na całego i każe pozostać w tym świecie, nawet gdy nie ma się książki w ręce.
Czteropalczaści to przykład naprawdę dobrej fantastyki, w starym, dobrym stylu. Jest to opowieść o świecie, który pozwala się oderwać od szarej rzeczywiści, a równocześnie trudno jest zupełnie z niego wrócić. Pobudza wyobraźnię czytelnika w sposób, jakiego dawno już nie doświadczyłam.
Czytałam gdzieś krytyczne komentarze, że ciężko połapać się miedzy miastami, bo brakowało znaczników na początkach rozdziałów. Dla mnie nie było to przeszkodą, ale muszę przyznać, że chwaliłam sobie długie rozdziały - pozwalały mi lepiej wejść w klimat danego miasta/miejsca i nie wprowadzało chaosu między bohaterami.
Na serio muszę się bardziej ogarnąć z czytaniem moich stosików! Tyle książek, a tak mało czasu!


Komentarze
Prześlij komentarz