Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje"


Liane Moriarty raczej nie jest autorką dla każdego. Jej książki albo się lubi (ze względu na podejście do codziennych tematów) albo nienawidzi (z uwagi na nierówne powieści, które wychodzą spod jej pióra). Miłość i inne obsesje nie jest jej najlepszym dziełem, ale równocześnie nie potrafię powiedzieć, że mi się ta książka nie podobała. Ma dużo uroku i mnie osobiście wciągnęła. 

Ellen od jakiegoś czasu spotyka się z poznanym przez internet mężczyzną. Nie jest rażona strzałą amora, ale zaczyna jej na nim zależeć. I wtedy Patrick wyznaje, że ktoś go nęka. Poprzednia partnerka wciąż jest obecna w jego życiu, prześladuje go i nachodzi, mimo że od rozstania minęło już kilka lat. Systematycznie wysyła mu wiadomości, które pokazują, że zna wszystkie najdrobniejsze szczegóły jego życia. I nie jest zachwycona pojawieniem się w jego życiu Ellen.

Jednak prześladowczyni, zamiast przerażać Ellen, dziwnie ją intryguje. Kobieta sama zaczyna zbierać informacje o stalkerce i próbuje zrozumieć motywy jej działania. Jako hipnoterapeutka potrafi przenikać ludzkie umysły, a ta historia nie daje jej spokoju - głównie dlatego, że sama nie czuje się pewnie w nowej relacji i potrzebuje czegoś, co pozwoli jej wierzyć, że jest to związek, w który chce wejść. 

Jak zwykle bohaterowie Moriarty to do bólu zwyczajni ludzie, z którymi bardzo łatwo się utożsamić. Jest to niesamowity talent autorki, że jej postaci faktycznie idealnie odzwierciedlają problem, który opisuje. Tym razem na tapecie mamy stalking, ale ujęty w perspektywie, w której ofiarą jest mężczyzna. Moriarty doskonale ukazuje, że społecznie nie potrafimy postrzegać mężczyzn, jako osób skrzywdzonych taką formą przemocy. Poza tym mamy tutaj również problem budowania relacji miłosnej w ogóle, poczucia osamotnienia, braku pewności siebie spowodowanego wcześniejszymi doświadczeniami oraz o trudnościach w budowaniu zaufania w relacji. 

Pomijając stronę psychologiczną, która nieodmiennie zachwyca mnie w książkach Moriarty, nie mogę nie docenić również fabuły. Rozwija się ona dość powoli, jednak nieustannie czytelnikowi towarzyszy uczucie zbliżającej się katastrofy. Ostatecznie punkt kulminacyjny jest dość słabo zaznaczony, a napięcie szybko rozładowane, co stanowi spory minus. I to też spowodowało, że moja ocena tej książki jest nieco niższa, niż innych książek Moriarty. Zabrakło mi tego "czegoś", chociaż to jest nadal bardzo dobra książka. 

W sumie dla mnie największą jej wartością było to, co ostatnio jest aktualnym dość tematem - społecznie trudno jest nam postrzegać mężczyzn, jako ofiary przemocy, nawet jeśli mamy naoczne dowody doświadczanej przez nich agresji. Mamy utrwalony wizerunek silnego, zaradnego faceta, który przecież może poradzić sobie z niechcianymi zachowaniami ze strony kobiet, prawda? Książka Moriarty dotyka pewnego tabu. Dla mnie na tyle sprawa jest aktualna, że ja jeszcze żyję ubiegłoroczną historią Johnny'ego Deppa i Amber Heard, gdzie stroną pokrzywdzoną był mężczyzna. I to na wielu poziomach. 

No, a teraz ruszam do kolejnej książki. Może czas na jakiś kryminał? No to ruszam na polowanie na moich regałach :)

Komentarze

Popularne posty