Allie Reynolds "Rozgrywka"


Czasami przekonuję się na własnej skórze, że pokusa na nowe książki czyha wszędzie, nawet kiedy robię zakupy spożywcze w Biedronce. Tym razem wróciłam do domu z Rozgrywką autorstwa Allie Reynolds. I na tyle mnie zaintrygował opis na okładce, że moje stosiki muszą zaczekać, a ja się wzięłam za czytanie nowego nabytku.

Milla otrzymuje zaproszenie na spotkanie grupy dawnych przyjaciół w ośrodku narciarskim, gdzie dawno temu święciła triumfy podczas elitarnych zawodów snowboardowych. Kobieta nie potrafi sobie odmówić wyjazdu, głównie ze względu na autora zaproszenia - mężczyznę, który dziesięć lat wcześniej mocno zawrócił jej w głowie. Milla decyduje się na wyjazd, mimo napływu wspomnień z czasu zawodów, podczas których jej przyjaciółka, a równocześnie rywalka, Saskia, znika bez śladu i od dziesięciu lat nie wiadomo, co się z nią wydarzyło. 

Curtis, Dale, Heather, Brent i sama Milla spotykają się po raz pierwszy od dziesięciu lat i spodziewają się kameralnego weekendu poza sezonem, w odizolowanym od świata schronisku w sercu Alp. Jednak gdy tylko przekraczają próg schroniska, znikają ich telefony, a kolejka górska przestaje działać. Zamiast tego rozpoczyna się gra, podczas której zaczynają wzajemnie odkrywać swoje sekrety oraz tajemnicę zniknięcia Saskii. A największą zagadkę stanowi organizator spotkania - odnalezienie tej osoby staje się kwestią życia i śmierci. 

Brzmi interesująco, prawda? Cóż, książkę jako taką wciągnęłam dosyć szybko, stanowiła miłą lekturę weekendową, a teraz czas na analizę wad i zalet.

Sama struktura książki jest dosyć interesująca, ponieważ równolegle do siebie toczą się dwie zagadki. Ta obecna, gdy ktoś z piątką bohaterów toczy grę na śmierć i życie oraz ujawnia ich liczne sekrety, oraz ta sprzed dziesięciu lat, poznajemy perspektywę Milli z czasów niezwykle ważnych zawodów snowboardowych, które miały jej otworzyć drogę do zawodowstwa. Rywalizacja, wzajemne kopanie dołków, wyścig szczurów, a przede wszystkim niezdrowa ambicja... i to wszystko okraszone tajemniczą postacią Saskii, która - jak wiemy - znika ostatecznie bez śladu w dniu zawodów. Co tak naprawdę się wtedy wydarzyło? Autorka powoli też odkrywa przed czytelnikiem relacje między piątką ludzi, zamkniętych dziesięć lat później w alpejskim schronisku. Równocześnie wydarzenia sprzed dziesięciu lat mają ogromny wpływ na dynamikę relacji w czasie teraźniejszym. Za strukturę książki ogromny plus dla autorki, ponieważ na pewno niełatwo było spiąć wszystkie wątki w zgrabną całość. 

Kolejny plusik wędruje za budowę postaci. Reynolds stworzyła bohaterów wielowymiarowych, którzy są gotowi na wszystko, żeby ukryć swoje grzeszki. Nie ma bohaterów, nawet główna postać, Millie, przede wszystkim dba o własny interes i z dużą dozą nieufności traktuje pozostałych. Tu każdy może być winny i każdy ma coś do ukrycia. Ale poza tym są to postacie barwne, wyróżniające się osobowością, zapadające w pamięć. 

Natomiast sama zagadka była dosyć banalna. Czytało się przyjemnie, jednak ostatecznie spodziewałam się takiego właśnie wyniku, więc tutaj zero zaskoczenia. A ja lubię być zaskakiwana przez kryminały, dlatego z tego powodu jestem dość niezadowolona. Mam wrażenie, że zagadka była tylko tłem dla ukazania innego zjawiska - że środowisko sportowe, szczególnie w zakresie zawodowstwa, jest miejscem brutalnym i nietolerancyjnym. Tu nie ma miejsca na słabości, ale również na przyjaźnie. I każdy chwyt jest dozwolony. Ludzie kierują się często niepohamowaną ambicją, która popycha ich do działań i manipulacji, na które nie zdecydowaliby się w innej sytuacji. Generalnie ten aspekt książki był o wiele ciekawszy, niż sama intryga wokół zniknięcia Saskii. 

A rozwiązanie? Banalne. I samo zakończenie niestety również. 

Czy polecam? Tak! Jako miłe czytadło na weekend, bądź kilka luźniejszych wieczorów. Na pewno nie będzie to czas zmarnowany, bo książka dostarcza wielu emocji. Ale ja raczej drugi raz nie skuszę się na książkę Allie Reynolds. Chyba zaczynają mnie kręcić inne klimaty już :)

Komentarze

Popularne posty