Rachel Abbott "Zmuszona by zabić"
To jest książka, która bardzo długo zalegała na mojej półce. Podchodziłam do niej kilkukrotnie i jakoś mi nie wchodziła. To nie jest pierwsza książka tej autorki, którą czytałam, ale po raz pierwszy jakoś nie mogłam przez nią przebrnąć. Stąd też dłuższa przerwa w pisaniu tutaj - zmuszałam się, żeby dokończyć kryminał (co w moich własnych uszach brzmi absurdalnie, bo ja kocham dobre kryminały!)
Mark w tajemniczych okolicznościach stracił żonę, która była jego życiową latarnią. Załamany zamknął się przed światem, również przed własną siostrą. I wtedy w jego życie wkracza Evie, z którą nawiązuje płomienny romans. Nowa miłość przywróciła go do życia, a wkrótce później okazuje się, ze dziewczyna jest w ciąży. Niedługo później na ciele Evie zaczynają pojawiać się różnego rodzaju obrażenia. Kobieta mówi, że to przez roztrzepanie, jednak przyjaciele podejrzewają, że dzieje się coś więcej.
Aż którejś nocy do rezydencji Marka i Evie zostaje wezwana sierżant Stephanie King, która znajduje w łóżku dwa zamordowane ciała, które trudno zidentyfikować. Po chwili okazuje się, że tak naprawdę nie żyje Mark, a Evie jest ranna i oszołomiona. Wersja jej wydarzeń ukazuje pełne przemocy małżeństwo, oraz mężczyznę opętanego demonami przeszłości. Nie każdy jednak wierzy w jej wersję o samoobronie, a w miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej pytań...
Wydawca pyta: gdzie zaczyna się morderstwo? W chwili, kiedy następuje pierwsze pchnięcie nożem, czy w momencie pierwszej myśli o popełnieniu zbrodni?
Pamiętam, że opis brzmiał na tyle zachęcająco, że stojąc przy stojaku z książkami w Biedronce nie wahałam się ani chwili i wybrałam właśnie książkę Abbott. A potem czekała niemal rok na przeczytanie. Albo więcej niż rok - czasami tracę rachubę, kiedy co kupiłam. Dlatego miałam nie kupować więcej książek! Ale wracając...
Ponieważ opis bardzo mi się spodobał, bardzo szybko zaczęłam czytać, a potem... bardzo szybko odłożyłam. Już po pierwszym albo drugim rozdziale. Zmęczyła mnie główna bohaterka, Evie. Już po pierwszych akapitach było widać jakieś znaczące zaburzenie osobowości. Mark był po prostu miałki. Facet bez wyrazu - ok, przystojny, utalentowany, ale po prostu stanowił tło. W żaden sposób nie dało się go polubić lub nie polubić, bo nic nie wnosił do powieści poza tym, że został zamordowany. Siostra Marka również była tak bardzo nieinteresująca, że zdążyłam zapomnieć, jak ma na imię. I również ona była wyraźnie zaburzona, nadopiekuńcza w stosunku do brata, wycofana społecznie, mściwa.
Fabuła również mnie nie przekonała. Całokształt wyglądał w porządku. Dochodzi do morderstwa - jedna strona twierdzi, że w obronie własnej, druga, że to było zabójstwo z premedytacją. Wydawca obiecywał dylemat moralny. Brzmiało nieźle, ale wyłożyło się na szczegółach. Książka była po prostu nudna i ledwo ją zmęczyłam. A zakończenie to już w ogóle okazało się być kompletnie pozbawione sensu.
Naprawdę rzadko zdarza mi się taka ocena, ale ta książka była po prostu słaba. I nie było w niej nawet jednego pozytywnego aspektu, o którym bym pamiętała po zakończeniu, które mnie pozostawiło z uczuciem rozczarowania i niedosytu - nie miałam poczucia domknięcia. Z ulgą odkładam ją na półkę, by niedługo przekazać ją do biblioteki. Może trafi tam w ręce fana Abbott, któremu spodoba się ta książka bardziej niż mnie. Do następnej książki!


Komentarze
Prześlij komentarz