Stephen King "Lśnienie"


Byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedy wyczerpał się interesujący mnie księgozbiór w dziale młodzieżowym w bibliotece gminnej. Ponieważ byłam znana z tego, że wypożyczam dużo i oddaję wszystko po tygodniu (przeczytane!), zrobiono dla mnie wyjątek i pozwolono mi się przepisać do działu dla dorosłych. I tam odkryłam powieści grozy, które połykałam jedna po drugiej. Nigdy jednak nie przekonałam się do twórczości Kinga. Mimo świadomości, że to klasyka gatunku. Moimi ulubionymi autorami byli Graham Masterton i Dean Koontz.

No ale... nie ma że boli, skoro jest tytuł na liście #100 książek, które warto przeczytać - należy go przeczytać, prawda?

Jack Torrance, były nauczyciel, a obecnie poszukujący weny pisarz, otrzymuje pracę dozorcy w opuszczonym na okres zimowy górskim hotelu Panorama. Kiedy burze śnieżne odcinają od świata rodzinę Torrance'ów, obdarzony telepatycznymi zdolnościami Danny, pięcioletni syn Jacka, odkrywa, że hotel jest nawiedzony, a duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu.

/Opis wydawcy/

Już się zdradziłam, że nie jestem fanką Kinga i ta książka nie sprawiła, że nagle zaczęłam nią być, mimo że jest uznawana za horror wszechczasów. Nawet ja, nieoglądająca takich filmów, znam rolę Jacka Nicholsona. 

Najmocniejszą stroną tej książki jest kreacja postaci Jacka - szanowanego nauczyciela, alkoholika, oddanego ojca, impulsywnego agresora, chorego na depresję, ofiary przemocy domowej. Mimo dokonywanych wyborów ciężko się z nim nie utożsamiać. Jest taki... do bólu ludzki w tym opisie. Szkoda tylko, że pozostałe postaci są przy okazji płytkie i sztampowe, mimo że autor naprawdę próbował zrobić z tym coś więcej. Mamy więc pustą i głupio-radosną Wendy, która wybiera nie widzieć pewnych rzeczy w swoim otoczeniu, żeby nie wracać do domu swojej sadystycznej matki, pięcioletniego Danny'ego, ideał wśród dzieci dzięki swoim telepatycznym zdolnościom, bohaterskiego Dicka Halloranna (muśniętego, ale jednak kluczowego dla fabuły). 

Drugą mocną stroną jest budowanie napięcia. Rośnie systematycznie, żeby potem na chwilę opaść i znów za moment zaskoczyć czytelnika czymś ukrytym w windzie lub za winklem korytarza. Dość, żeby mnie wessać i zachęcić do przeczytania tej książki w dwa wieczory. 

Niestety, powtórzyła się historia, którą przeżyłam z innymi książkami Kinga ("Carrie", "Cujo", "Gra Geralda"). Rozczarowało mnie zakończenie. Nagle to całe napięcie zrobiło wielkie bum i po dwóch stronach nastąpiło rozładowanie, wszystko skończyło się... nijak. Po całym tym budowaniu charakterów, wciąganiu w życiorys bohaterów... jedno wielkie nic.

Na liście mam jeszcze Outsidera, którego dziś odebrałam z księgarni. W międzyczasie zdążyłam już zacząć inną książkę, więc na razie robię sobie wolne od Kinga. 

EDIT (28.10.2020): W międzyczasie doczytałam, że "Lśnienie" stanowi opis osobistych zmagań autora z alkoholizmem. To by w sumie tłumaczyło dlaczego najlepiej opisaną postacią jest Jack Terrance. Tak tylko chciałam dodać :)

Komentarze

  1. Lśnienie: Dlaczego wyjeżdżając na odludzie należy zawsze zabierać ze sobą zapas alkoholu. #KsiążkaW280znakach

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty