Powitanie

Zawsze miałam ogromny sentyment do książek i szczyciłam się statusem mola książkowego. Odkąd tylko nauczyłam się czytać w wieku 5 lat (wyjazdy do sanatorium wymuszały pewne rzeczy), zawsze towarzyszyła mi jakaś lektura. Nie mam też ulubionej książki. Na innym etapie życia jest inna. I nie zawsze jedna. 

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat jakoś ciężko mi się było zmotywować. Zasoby pobliskiej biblioteki rzadko były odnawiane, a wchodząc do księgarni czułam się przytłoczona i rzadko kupowałam coś spoza moich ulubionych autorów. Sęk w tym, że nie da się przeczytać więcej niż 4 książki Harlana Cobena, bo się robią przewidywalne, a książki Jodi Picoult właściwie są na jedną modłę i zrobiły się nużące. Próbowałam innych autorów, kupowania nowości... ale mało która książka mnie wciągała. 

Biję się w pierś, bo łatwiej było włączyć głupoty w telefonie, niż faktycznie coś poczytać o książkach i znaleźć coś interesującego. Więc to nie wina pisarzy, ale moje własne lenistwo sprawiło, że czytałam bardzo mało w ostatnim czasie. 

Aż w sierpniu dostałam od mojego małżonka z okazji naszej rocznicy ślubu plakat-zdrapkę. 100 książek, które warto przeczytać. 

Od tamtego czasu już trochę pozycji wykreśliłam z listy, ale w ramach autopamiątki postanowiłam stworzyć bloga. Trochę pod wpływem chwili, ponieważ w moje ręce wpadła książka, która jest absolutnie poza moimi kryteriami wyboru i gdyby nie ten plakat, pewnie nigdy bym na nią nie spojrzała na sklepowej półce. 

W związku z tym, że jest to gotowa lista, nie bardzo jest tu miejsce na książkowe nowości czy premiery. To jest bardziej zbiór moich własnych przemyśleń na temat pewnych pozycji, które mogą być uznane za dosyć kultowe. Tak jak napisałam, taka pamiątka po przeczytanych książkach.

Zatem do dzieła!

Komentarze

Popularne posty