Kelly Barnhill "O dziewczynce, która wypiła księżyc"
Nie jest tajemnicą, że uwielbiam opowieści na baśniowych motywach. A ta wyjątkowo przykuła moją uwagę okładką, a potem... potem samą opowieścią, chociaż ostatecznie było mi ją dość trudno dokończyć. Ale nie dlatego, że była zła. Po prostu, wbrew pozorom, nie jest to książka dla dzieci i wymaga głębszej refleksji. (Tzn... dla dzieci też jest, ale dorosły czytelnik znajdzie w niej coś absolutnie wyjątkowego również dla siebie)
W niewielkim Protektoracie, położonym w środku wielkiego lasu, mieszkańcy od wieków wierzą, że w pobliżu czai się okrutna wiedźma, której gniew obłaskawić może tylko najmłodszy mieszkaniec osady złożony w ofierze złej czarownicy. Co roku pozostawiają w lesie niemowlę, licząc na to, że to poświęcenie powstrzyma wiedźmę przed terroryzowaniem miasta.
Jednak pewne działania niosą za sobą poważne konsekwencje. Wiedźma z lasu... Xan, to dobra i mądra kobieta. Co roku przemierza długą trasę, by uratować kolejne niemowlę i zanieść je do jednego z miast po drugiej stronie lasu, po drodze karmiąc je gwiezdnym blaskiem. Dzieci Gwiazd są kochane przez innych, a Xan ogólnie szanowana i lubiana. Przez resztę roku wiedźma mieszka w swoim leśnym zaciszu z bagiennym potworem, uwielbiającym poezję, Glerkiem oraz najmniejszym smokiem na świecie (ale z tych ogromnych smoków), Fyrianem.
Pewnego roku, gdy nadchodzi czas ofiary, żałoba po odebranym dziecku powoduje u matki szaleństwo, a u młodego chłopca, który pretenduje do roli starszego, wyrzuty sumienia i zwątpienie w porządek świata. W tym samym roku Xan przez pomyłkę podaje niemowlęciu blask księżyca, co niesie za sobą trudne do przewidzenia skutki - i umagiczniona dziewczynka, Luna, musi zostać z Xan, Glerkiem i Fyrianem.
Zawsze zaczynam swoją analizę książki od postaci, więc pozostając wierną tradycji... generalnie konstrukcja bohaterów mi się podobała. Postaci były wielowymiarowe, ostatecznie nie było ani nikogo całkiem dobrego, ani całkiem złego. Z dobrych chęci mogły też wyniknąć naprawdę złe konsekwencje, ponieważ ludzie popełniają błędy. To, co zwraca zawsze moją uwagę przy wielu bohaterach, to konsekwencja w ich prowadzeniu i postaci na tyle charakterystyczne, żeby zapadały w pamięć, nawet jeśli czytanie się przedłuża. I Barnhill zdecydowanie dobrze poradziła sobie z tymi zadaniami. Do wszystkich bohaterów jest się łatwo przywiązać i polubić.
I teraz o całej reszcie :) Jeśli ktoś sięgając po tę książkę spodziewa się lekkiej i przyjemnej lektury, to nie będzie zadowolony. Język Barnhill jest trudny, bardzo poetycki, metaforyczny. Czasami czytanie się dłużyło, przez kwieciste opisy lub dokładniejszą analizę jakiegoś wydarzenia. W trakcie prowadzenia narracji, pojawia się również wiele niedomówień (które ostatecznie zostają wszystkie dopowiedziane). To sprawia, że książkę czyta się trudno i trzeba sobie robić przerwy. Kolejny powód, dla którego nie da się jej przeczytać w krótkim czasie - opowieść dotyka tak wielu ważnych tematów, że wprost trzeba poświęcić im chwilę na refleksję.
Jest o żałobie i stracie, która może doprowadzić do szaleństwa. Jest też (ale oczywiście nie wprost) o doświadczonej traumie, która odciska swoje piętno na całym życiu. O zdrowieniu z tej traumy poprzez wychodzenie ze swojej skorupy i poszukiwanie nowych rozwiązań. Jest o uprzedzeniach i strachu, które mogą prowadzić do izolacji, ale również do przemocy. A przede wszystkim o smutku, którego wszyscy próbujemy unikać, ponieważ jest dla nas trudną emocją, ale czasami warto się z nim zmierzyć, by doświadczać życia pełniej. Jest też o magii, ale tak nie do końca, bo ta magia jest związana z pewną życiową mądrością i emocjami, które czujemy.
Jak na książkę dla dzieci, porusza wiele trudnych tematów, bardzo głęboko analizując wpływ niektórych wydarzeń na psychikę niektórych bohaterów. Być może nie każdy dostrzeże w tej opowieści to, co ja, ale... ja nie mogłam wyjść z podziwu dla autorki, że była w stanie ująć tyle różnych wątków w postaci historii o umagicznionej dziewczynce.
Wisienką na torcie było zakończenie, które faktycznie domknęło wszystkie wątki, a mnie nasyciło i z uczuciem zadowolenia odłożyłam już książkę na półkę. Było też ogromne wzruszenie i łzy, nie tylko przez zakończenie, ale również możliwość zmierzenia się z własnym smutkiem i poczuciem pewnej straty, które ta książka uwolniła. Niesamowita...
Czy polecam? Pewnie nie jest dla każdego, ale... Tak! Polecam gorąco i bez zastanowienia!


Komentarze
Prześlij komentarz