Matthew Perry "Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz"

 


Są takie kreacje ekranowe, które wpisują się w kanon klasyki. Chandler Bing z Przyjaciół zdecydowanie jest taką postacią, a sam serial przecież już niejednokrotnie wracał na ekrany, zawsze gromadząc licznych fanów i zyskując kolejnych. Dla mnie było to pośmiertne zainteresowanie, w sumie dość przypadkowe, bo nie planowałam czytać tej książki. Skusiłam się przez czyjś komentarz pod artykułem na temat Perry'ego. I w sumie mam całkiem sporo przemyśleń po lekturze. Cieszę się, że mam też miejsce, gdzie te przemyślenia mogę przelać. 

Autobiografia aktora jest opisywana jako szczera, poruszająca i zabawna. Czy zabawna? Cóż... ja nie uśmiechnęłam się ani razu, właściwie z każdą stroną byłam coraz bardziej zdjęta grozą, jak wyglądało życie człowieka, który dążył do popularności, ale jej zyskanie tylko dodatkowo go złamało życiowo. Czy "niezachwianie szczera"? Z perspektywy czytelnika z wykształceniem psychologicznym... nie mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić. Perry w tej książce zdecydowanie się obnaża, ale również niejako tłumaczy swoje postępowanie, nadal kreuje jakiś mit związany ze swoją osobą. Na pewno jednak jest poruszająca. 

W swojej autobiografii Perry rozlicza się z dzieciństwem oraz relacją z rodzicami, która miała wpływ na to, jak potoczyło się jego życie. Pisze o poczuciu osamotnienia, bycia niezrozumianym, odciętym od ojca... i o pierwszym doświadczeniu z alkoholem, które pchnęło go później w szpony uzależnienia. Potem opisuje swoje początki w Los Angeles, przyjaźnie z aktorami, których ostatecznie pokonał pociąg do narkotyków oraz o uczuciu swojej zazdrości w stosunku do tych znajomych, którym już udało się osiągnąć sukces. Aż w końcu przeprowadza analizę swojego życia, gdy już udało mu się osiągnąć wymarzony sukces i rozpoznawalność, gdy zarabiał ogromne pieniądze, a nadal czuł ogromną pustkę w życiu, którą zapełniał alkoholem i narkotykami. Ja odniosłam w którymś momencie wrażenie, że Perry roztacza przed czytelnikiem wizję, w której brak właściwej osoby przy jego boku sprawił, że nie miał wystarczającej siły i motywacji do pokonania uzależnienia. I tu pojawił się pierwszy duży zgrzyt dla mnie. Bo on nadal nie wziął odpowiedzialności za własne czyny, cały czas ukazywał, jak inni popychali go w jakiś sposób w szpony nałogu, albo nie pomagali mu w sposób wystarczający. I tutaj pokazał się jeszcze jeden mechanizm. Pisał o swoim dążeniu do sławy i gorzkim doświadczeniu porażki, gdy już sławę osiągnął. Jego kolejnym świętym Graalem była rodzina, której nie udało mu się założyć, ale jego pojmowanie relacji, które opisuje w książce jest po prostu płytkie. 

Nie umiem patrzeć na tę książkę tylko jak fanka Perry'ego. Nie potrafię się nad nim użalać, że jest biednym bogatym chłopcem Hollywoodu, którego ostatecznie zniszczyły leki, które miały go uratować. To znaczy... nie jestem bez serca, oczywiście, że jest mi go po ludzku szkoda, ponieważ ogromnie cierpiał. A jednak po lekturze książki dochodzę do wniosku, że on nigdy tak naprawdę nie dojrzał, a autobiografia miała być jego sposobem na pokazanie światu, że nie jest tym złym, który sam sobie zmarnował życie. 

Perry zaznaczył, że częściowo napisał swoją autobiografię, żeby pomóc innym uzależnionym swoją historią. Nigdy nie byłam uzależniona od używek, nie potrafię więc ocenić, czy książka spełnia swój zamysł. Książkę ostatecznie skończyłam z dużą ulgą. Podobała mi się, bo stanowiła świetny materiał do nauki nt. mechanizmów podtrzymujących uzależnienie. Jest też dowodem na pewną tezę, którą usłyszałam podczas wykładu terapeuty uzależnień - uzależniają się tylko osoby głęboko skrzywdzone we wczesnym życiu. Perry'ego nie miał kto nauczyć, jak sobie radzić z trudnymi emocjami, czy jak o nich rozmawiać. Ale równocześnie dostrzegłam w niej ten duży mankament, że ostatecznie nie rozprawił się z samym sobą i nie wziął odpowiedzialności za swoje własne decyzje. Nie tak do końca. 

Zdecydowanie potrzebuję teraz lżejszej lektury. Więc idę przeszukiwać swoje stosiki. I mam nadzieję, że już wkrótce podzielę się jakąś bardziej optymistyczną pozycją :)

Komentarze

Popularne posty