Margaret Atwood "Kamienne posłanie"
Do przeczytania Atwood zmusił mnie plakat od męża, bo musiałam zaliczyć Opowieść Podręcznej, która szturmem zdobyła świat dzięki serialowi HBO. A potem przekonałam się, że Atwood ma o wiele lepsze książki. Np. Serce umiera ostatnie. Albo Kamienne posłanie. O reszcie jeszcze się przekonam - zgadnijcie, kto zakupił wszystkie książki Atwood dotychczas wydane! Tylko czasu na czytanie jest tak mało!
Kamienne posłanie to zbiór opowiadań, z których część jest ze sobą powiązana, choć w dość zaskakujący i nieoczywisty sposób. W czasie burzliwej zimowej nocy owdowiała pisarka musi zmierzyć się z tęsknotą za zmarłym mężem, a pocieszeniem jest dla niej świat, który stworzyła jako młoda dziewczyna, a z którym związani są również ludzie z jej młodości. Starsza kobieta, która cierpi na nietypową chorobę genetyczną, przez co widzi wszędzie małe ludziki, godzi się z upływającym czasem i utratą sprawności. I zabójczyni czterech mężów, która ma okazję, by zemścić się na mężczyźnie, który zranił ją po raz pierwszy. Gdzieś przeczytałam, że jedno z opowiadań jest epilogiem do książki, która już na mnie czeka, ale... cóż... czeka :)
Atwood z gracją porusza się po najtrudniejszych tematach, nie mówiąc właściwie o nich wprost, ale zapraszając czytelnika do refleksji. Refleksji o wybaczeniu i zemście, prawie do życia oraz o akceptacji samego siebie, ale również wpływ człowieka na środowisko naturalne oraz wizja grożącej nam katastrofy ekologicznej. Ja nie mogłam się oderwać! Tym bardziej, że Atwood ma dość specyficzne poczucie humoru, które ja poznałam dzięki Serce umiera ostatnie. Subtelne i sarkastyczne. Poza poczuciem humoru, podziwiam niesamowitą wręcz wyobraźnię, ponieważ ja osobiście nie spotkałam się z innym pisarzem, który z taką swobodą skacze między stworzonymi przez siebie światami i który potrafi stworzyć taką mnogość tych światów. A cechą wspólną każdego z nich jest wizja feminizmu w pojmowaniu Atwood, co jest taką trochę wisienką na torcie dla mnie, bo zauważyłam, że ostatnio pociągają mnie takie właśnie książki. A w przypadku tych konkretnych opowiadań łączy je również nieuchronność śmierci (stąd kamienne posłanie, katafalk).
Kamienne posłanie to zbiór dość nierównych opowiadań i do każdego przemówi coś innego. Mi pojedyncze zapadły głęboko w pamięć i mocno poruszyły, ale są też takie, które z ulgą skończyłam czytać (mimo, że sam styl był przyjemny w odbiorze), np. to o autorze pewnej książki z gatunku B, który rozlicza się ze swoimi wyborami... w dość nietuzinkowy sposób, dodam. A jednak jakoś tak nie potrafię przywołać szczegółów tego opowiadania i raczej nie chciałabym rozszerzenia tej opowieści.
W dużym skrócie, na dłuższą metę jestem pod ogromnym wrażeniem dorobku literackiego Atwood, z którym miałam okazję się zapoznać do tej pory. I już nie mogę się doczekać kolejnego momentu, kiedy zanurzę się w stworzony przez nią świat. Równocześnie, ponieważ zdecydowanie kupuję więcej książek, niż jestem w stanie przeczytać w dostępnym dla siebie czasie... na razie przerzucam się na inny gatunek i walczę ze swoimi stosikami, żeby choć trochę je zmniejszyć :)


Komentarze
Prześlij komentarz